Manda Island i Flipflop project

  • 24991121_10212707461113916_7676703793812202879_n
  • 24991366_10212707457633829_3721753115026657_n
  • 24991369_10212707454713756_1883630498757322640_n
  • 24991381_10212707461753932_3369811592129323186_n
  • 24991426_10212707461513926_8680402727827371007_n
  • 24991427_10212707459073865_4377772634514223090_n
  • 24993433_10212707459953887_8636362897676554371_n
  • 24993596_10212707455273770_9180254112581728089_n
  • 25151988_10212707462513951_8980522928908345509_n
  • 25152035_10212707454393748_5729812906958900143_n
  • 25157993_10212707462193943_6293865671025345334_n
  • 25158052_10212707456393798_6161437147765702608_n
  • 25158150_10212707456993813_199501792653501242_n
  • 25158216_10212707455993788_6305461553465475069_n
  • 25158482_10212707460393898_8542397115075101238_n
  • 25289176_10212707455753782_2594688728744530395_n
  • 25299273_10212707459473875_441070256387463286_n
  • 25348282_10212707458193843_4965702635177161481_n
  • 25348470_10212707462873960_7625884889177837913_n
  • 25348624_10212707457913836_9044254987595072227_n
  • 25348815_10212707458553852_540386063422354325_n
  • 25353979_10212707458793858_3918087887963941093_n
  • 25395901_10212707460793908_5476226019683532602_n

 

Lamu jest małą wyspą, ale jest tu mnóstwo atrakcji, zarówno na samej wyspie jak i w pobliżu. Arnold chętnie dzieli się informacjami, a my potem mamy dylemat co wybrać. Dziś postanowiliśmy zwiedzić ruiny Takwa na przeciwległej wyspie Manda. Po śniadaniu poszliśmy na przystań i przepłynęliśmy na drugą stronę kanału. To ta sama trasa, którą pokonaliśmy po przylocie. Tyle, że tym razem bez lokalnego przewodnika skasowali nas podwójnie. Koło przystani stali chłopacy z motorkami. Po krótkich negocjacjach ruszyliśmy w głąb wyspy. Jechaliśmy niecałe pół godziny, ziemia z czerwonej zrobiła się żółta, piaszczysta. Minęliśmy małą zamieszkałą wioskę, dzikie ostępy, a na jednym z zakrętów niemal mieliśmy czołówkę z jakimiś osłem.

Na miejscu przywitał nas lokalny przewodnik, miał na imię Ali. Poprosił o chwilę cierpliwości i szybko poszedł założyć czystą koszulę. Poza nami nie było nikogo. Ruiny Takwa pochodzą z XV wieku. Są to pozostałości wioski z meczetem i domami, a także więzieniem. Wszystko kiedyś było ogrodzone wysokim murem, z którego rozciągał się widok na ocean. Domy budowano ze skał koralowych i kamieni. Za zaprawę służył biały cement. Pozyskiwano go z wypalania lokalnego koralowca i drzewa mangrowego. Cały proces wypalania trwał tydzień, po tym czasie pozostawał biały proszek. Kiedyś mieszkało tu 2500 osób. Niestety w XVII wieku skończyła się słodka woda i ludzie musieli się przenieść na Lamu. Teraz na wyspie mieszka około 700 osób. Nie ma tu szkoły, ani sklepów. Podobno 60 lat temu wyspę napadała ludność z innych pobliskich wysp. Wtedy mieszkańcy Manda poprosili o pomoc sułtana Lamu. Ten pozwolił im osiedlić się na wyspie. Dał im kawałek piaszczystej ziemi, gdzie założyli od podstaw nową wioskę, Shela.
Ali cierpliwie oprowadzał nas wyznaczonymi ścieżkami. Zachwyciłam się olbrzymim baobabem, miał ponoć tysiąc lat. Ale to jeszcze nic, na koniec Ali zaprowadził nas do drzewa, które podobno ma trzy tysiące lat!

Przez wydmy przeszliśmy na plażę oceanu. Była piękna i pusta. Kraby uciekały nam spod nóg. Ali pokazał nam dziury w piachu. Tam mają swoje norki. Rozkopał jedną i wyjął z niej skorupiaka. Ponapawaliśmy się trochę widokami i szumem fal. Wracając weszliśmy do stojącego na szczycie wzgórza drewnianego domku. Można w nim spędzić noc, oficjalnie za 20 dolarów. Gdy Ali otwierał nam drzwi, wrzasnęłam bo na framudze przebiegła jaszczurka. Ali odskoczył jak oparzony, w oczach miał przerażenie. Dochodził do siebie kilka minut. Zdziwiłam się, że aż tak przestraszył się tej jaszczurki. Bardziej niż ja. Powiedział, że myślał, że zobaczyłam węża i dlatego tak krzyknęłam. Serdecznie go przepraszałam, bo najadł się większego strachu niż ja.  Spacer z Alim trwał ponad 1,5 h. Chłopacy na motorkach czekali na nas. Podziękowaliśmy Aliemu i wróciliśmy do przystani. Przepłynęliśmy do Lamu. W przystani trwały zawody rybackie. Przypływali kolejni uczestnicy przywożąc swoje ryby do ważenia, jedna była gigantyczna. Chwilę się temu przypatrywaliśmy i poszliśmy na nasz ulubiony pół litrowy kufel świeżego soku dla ochłody.

Arnold opowiadał nam rano, że niedaleko poza wsią jest jakaś grupa ludzi, którzy budują dhow ze znalezionych na plaży plastikowych butelek. Postanowiliśmy ich znaleźć. Nie było łatwo, bo nikt z lokalnych nie wiedział o kogo chodzi. W końcu idąc plażą dotarliśmy do celu. Na miejscu serdecznie przywitał nas inicjator akcji, zapalony ekolog. Też miał na imię Ali.  Pokazał nam szkielet łodzi, którą budują i to z czego ją tworzą. Byliśmy w szoku. Ali opowiedział o tonach śmieci plastikowych, które zbierają. Następnie zawożą je do fabryki w Mombassie, gdzie są poddawane obróbce. Wracają do Lamu w postaci gotowych elementów, podobnych kształtem do desek, czy żerdzi. Ze znalezionych na plaży plastikowych klapek, wycinają prostokątne kawałki, a następnie sklejają je klejem. Powstają dzięki temu połacie kolorowego materiału, którym na końcu obiją łódź. Ali planuje ukończyć łódź w styczniu. Chce nią popłynąć na Zanzibar. Jak projekt wypali i użyte materiały się sprawdzą, zbuduje dhow trzy razy większą, którą popłynie do Cape Town w RPA. Wszystko to w celu szerzenia świadomości ekologicznej wśród ludzi. Więcej o tym projekcie i możliwości jego dotowania możecie zobaczyć na tym filmiku.

Pożegnaliśmy się z Alim i poszliśmy się wykąpać. Plaże były tu zupełnie puste, a woda ciepła jak w wannie. Potem próbowaliśmy złapać na stopa, którąś z pędzących motorówek. Wszystkie pędziły pełne pasażerów niczym matatu. Po kwadransie udało się. Motorówka podpłynęła do brzegu, a my wskoczyliśmy na jej pokład. Pruliśmy przez fale i po kilku minutach byliśmy ponownie w Lamu. Poszliśmy na obiad do wczorajszych chłopaków, dziś ugrilowali nam pyszną rybę, do tego chappatti i sok. Wracając na straganie kupiliśmy jeszcze pieczone ziemniaki i inne miejscowe specyfiki w ramach przekąski. Po drodze do naszego hotelu przechodzimy przez główny plac. Znajduje się na nim stary fort. Po jego bokach rosną dwa wielkie rozłożyste drzewa. Wieczorami na placu gromadzą się miejscowi, którzy razem, za darmo oglądają wiadomości wyświetlane rzutnikiem na wielkim ekranie.  Dziś z powodu rozpoczętego festiwalu kulturowego na placu zbudowano scenę i poustawiano plastikowe krzesła. Kiedy przez niego przechodziliśmy wręczano akurat nagrody w konkursie rybackim, który rozgrywał się od rana. Na scenie puchar odbierał nasz wczorajszy kapitan Ramba! Zdobył drugą nagrodę w ogólnej wadze wszystkich złowionych ryb. Wygrał za to jego kuzyn wyławiając dziś z oceanu największą rybę. Ważyła 44 kg! Yacool się śmieje, że trafiliśmy na taki rybacki talent, odpowiednik biegowego Kipsanga.

Kilka kroków od naszego domu, kobiety siedziały i smażyły lokalne dania. Na chwilę się przy nich zatrzymaliśmy. Oczywiście skusiliśmy się na parę smażonych ziemniaczków i czegoś na styl fasolowych falafeli. Jedna z siedzących kobiet powiedziała, że zna Eldoret, studiowała tam, skończyła prawo. Nie pracuje w zawodzie, sprzedaje smażone przez jej matkę ziemniaki.

Jutro planujemy wybrać się na snorkeling na wysepkę Manda Toto. Oby wiatr nie pokrzyżował nam planów.

 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *