Podróż na kenijskie wybrzeże

  • 24862350_10212691630438159_8303526525862764824_n
  • 24862546_10212691626798068_5270944156793194210_n
  • 24862604_10212691629238129_1237426152206336581_n
  • 24862614_10212691620677915_6712847273002716768_n
  • 24899747_10212691630158152_6965907320584455951_n
  • 24900144_10212691622557962_8798963114088375842_n
  • 24909538_10212691631158177_93608973919301998_n
  • 24909565_10212691626398058_8493203957982384222_n
  • 24909657_10212691631598188_6225085243729824803_n
  • 24909749_10212691628678115_1396281836699494724_n
  • 24909752_10212691627278080_2715781165447679975_n
  • 24991206_10212691632198203_8513815402100413919_n
  • 24991410_10212691625958047_9168918395598886838_n
  • 24991502_10212691630838169_3139606643459547331_n
  • 24991574_10212691628278105_8426067419466158382_n
  • 24993112_10212688865409035_7113001391921240212_n
  • 24993285_10212691629718141_1482221732788785407_n
  • 25151890_10212688865729043_823913943611774317_n
  • 25152286_10212688865609040_3874409879462148373_n
  • 25152373_10212691625638039_8599528129106243753_n
  • 25289452_10212691627718091_1965884983416990029_n
  • 25289471_10212691620117901_2373803079238597277_n

 

Po nocnej jeździe matatu z Iten do Eldoret i potem do Nairobi dotarliśmy na lotnisko. Przesiedzieliśmy w tej samej kafejce co miesiąc temu po przylocie do Kenii parę godzin, czekając na samolot do Lamu. Okazało się, że czeka nas lot z krótkim postojem w Malindi. Samolot wystartował z półgodzinnym opóźnieniem. Po godzinie byliśmy w Malindi. Po drodze było dobrze widać wierzchołek Kilimandżaro. W Malindi samolot wysadził cześć pasażerów i w ich miejsce zabrał kolejnych lecących do Lamu. Po 25 minutach byliśmy na miejscu. Malutkie lotnisko z jednym pasem startowym. Wyszliśmy z samolotu i zderzyliśmy się z falą gorąca. Po raz drugi w tym roku poczuliśmy żar Afryki. Po wyjściu z hali przylotów na gości czekało kilkunastu lokalsów. Jeden podszedł do mnie pytając czy jestem Agata. Zdziwiłam się, skąd wiedział, że to akurat ja, razem z nami przyleciało jeszcze z dwudziestu białych. Odparł, że się domyślił.

Razem z innymi podróżnymi przeszliśmy w pełnym słońcu ze 300 metrów w kierunku pomostu skąd odpływają łódki na drugą wyspę, Lamu. Lotnisko znajduje się na wyspie Manda. Przepłynięcie kanału zajęło nam dosłownie 5 minut. Woda była wzburzona, mocno wiało. Okazało się, że tydzień temu rozpoczął się w tej części wybrzeża „windy season”, który potrwa do połowy lutego. Tego nigdzie nie wyczytałam. Dobiliśmy kołyszącą się mocno łódką do pomostu i za naszym przewodnikiem udaliśmy się do hotelu, Jumbo Guesthouse. Droga prowadziła bardzo wąskimi uliczkami, w zasadzie chodnikami. W niektórych problem z minięciem się miałyby dwie osoby. Zabudowa przypominała mi trochę tę marokańską. Wszędzie jest sporo kotów, wylegują się leniwie na rozgrzanych schodach. No i osiołki. To główny środek transportu na wyspie. Dzieciakom służą też do zabawy, urządzają sobie na nich wyścigi.

W hotelu przywitał nas właściciel, Arnold. Bardzo sympatyczny i rozmowny facet. Jest Niemcem i mieszka na wyspie prowadząc hotel od 9 lat. Zaprowadził nas do naszego pokoju, dał czas na odświeżenie się po 18h podróży. Potem zaprosił na taras na dachu budynku na rozmowę. Roztacza się z niego widok na dachy budynków, port, kanał, sąsiednią wyspę. Arnold poczęstował nas świeżym sokiem i wszystko szczegółowo wyjaśnił. Dał nam mapę miasta z rozrysowanymi atrakcjami turystycznymi, knajpkami. Opowiedział co, gdzie i za ile. Poinformował też o całej masie aktywności, z których możemy tu skorzystać. Nie wiem tylko czy starczy nam czasu i sił. Szkoda, że jest taki silny wiatr, bo już jutro popłynęlibyśmy tradycyjną łodzią, dhow w rejs. Boję się jednak kołysania, choroby morskiej i tego, że na łodzi nie ma żadnego zadaszenia, a słońce pali niemiłosiernie. Dziś po południu było +32 stopnie, w nocy ma spaść do +24. Poczekamy, może wiatru się trochę uspokoi, a w tym czasie kupimy sobie jakieś nakrycia na głowę.

Poszliśmy na spacer promenadą. Gdyby nie pędzące na osłach dzieciaki, oldboysi zaczepiający nas, by sprzedać swe usługi oraz Masajowie z błyskotkami, można by pomyśleć, że spacerujemy promenadą w Kołobrzegu. 
Woda w oceanie gorąca. Arnold mówił, że ma 27 stopni i wcale nie przesadził. Jutro przetestujemy. Okazało się, że Arnold biega, kiedyś całkiem poważnie. Ma 14 minut z hakiem na 5000m i poniżej 31 minut na 10000m. Biegał też maratony i biegi górskie. Przy okazji jeszcze go wypytamy. Czy sami skusimy się na trening między osłami w tej garze, nie wiem. Chwilowo odpoczynek.

Spotkani miejscowi narzekali, że osły są zastępowane powoli przez hałaśliwe motorki. Lawirują one dość niebezpiecznie między spacerowiczami. Lamu jest zamieszkane w prawie 100% przez Muzułmanów. Stoi tu kilka meczetów. Dlatego też, zwłaszcza ja nie powinnam chodzić po miasteczku w krótkich spodenkach i koszulce. Muszę zakrywać kolana i ramiona. W tym upale nie jest to najfajniejsze. Ponoć na plaży nie ma tego wymogu.

Na obiad zjedliśmy barakudę w jednej z restauracji, którą polecił nam nasz gospodarz.
Jest 19:30 imam wzywa wiernych do modlitwy. Nie dane jest nam zaznać ciszy w Afryce…

 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *