PROJEKT SUB 9 (34)

 

W niedzielę 24 marca Robert miał sprawdzić swoje biomechaniczne możliwości podczas Mistrzostw Świata Mastersów w Toruniu. Od dłuższego czasu było dla nas jasne, że technika biegu, nad którą pracuje nie pozwala jeszcze na bieganie poniżej 9 minut na zawodach. Treningi z krótkimi odcinkami typu 200-400 metrów w tempach znacznie poniżej 3’/km nie były możliwe do uzyskania ze względu na trwający proces zmiany ruchu. Pozostawała więc obawa, że brak rezerwy szybkościowej może pokrzyżować plany w Toruniu. Bieganie w hali jest specyficzne i wymaga takiej rezerwy, ze względu na walkę o optymalny tor biegu na bieżni, unikanie kolizji i zwalniania.
Treningi typu 3x1000m po 3:10 lub 3x800m po 3:05 z zachowaniem ruchu, dawały jakąś podstawę do myślenia o wyniku 9:30 na zawodach. Z powodu niezakończonej pracy nad dysfunkcjami ograniczającymi mobilność ruchu Roberta uznaliśmy, że rok to za krótko, żeby zmienić biomechanikę na tyle, by myśleć o zejściu poniżej 9 minut.

W dniu startu Robert nie był w pełni dyspozycji. Od kilku dni narzekał na ból w dolnym odcinku pleców. Bieg początkowo zapowiadał się dobrze. Pierwszy kilometr zrobił w 3:08. Kolejny w 3:13. Ostatni w 3:19. Uznałem, że to nie był jego dzień, a do tego chyba jednak ciążyła na nim zbyt duża presja. Na pocieszenie ma życiówkę i dobre słowo ode mnie. Wyniki.

3km w hali to był pierwszy start po długich przygotowaniach i duże oczekiwania. Wiem że na 9:00 nie jestem gotowy, ale chcę uzyskać jak najlepszy wynik. Nie było przetarć kontrolnych na zwodach, więc nie wiem na czym stoję. Tempa i rytmy wykonywane na treningach nie gwarantują szybkiego biegu na zawodach na pełnym dystansie, a jeszcze zawody rządzą się własnymi regułami, dlatego poszedłem na żywioł i postanowiłem decydować na bieżąco wg samopoczucia. Na pierwszym kole czułem się dobrze, więc postanowiłem ciągnąć tempo zadane przez Hiszpanów. Na pierwszym kilometrze jeden z Hiszpanów zabiegł mi tor i musiałem wyhamowywać. Trochę mnie to wybiło z rytmu. Jak zobaczyłem pierwszy kilometr w 3:08 to był dobry znak na dobry wynik. Jednak dalsze podążanie za Hiszpanami było już ryzykowne, więc ostrożnie kontrolowałem, co będzie się działo dalej. Na drugim kilometrze zawodnik ze Szwecji zabiegł mi tor i ponownie wytrąciłem się z rytmu. Tempo spadło i pozostało mi utrzymanie obecnego do końca. Zacząłem też czuć sztywnienie całego ciała i o przyspieszeniu już nie było mowy. Tempo na 9:30 było osiągalne lecz nie w tym dniu. Oglądając bieg na chłodno mam niedosyt, ponieważ trenując wiele elementów na treningach nie udało się ich utrzymać na zawodach, a nawet uzyskać i kontrolować jak np. sztywność podporu i dynamiczne wybicie. Ten element jest jeszcze zbyt miękki. Emocje i walka zawładnęły umysłem i dopóki nie będzie automatycznego ruchu, to nie da się na zawodach w pełni kontrolować własnego ciała.

Robert

Dzień później Robert pobiegł w ramach Mistrzostw 8km przełaju. Już bez presji na wynik.

Atmosfera w lesie polepszyła mi humor. Na co dzień biegam w terenie i uwielbiam przełaje, więc poczułem się jak u siebie w domu. Trasa b. wymagająca. 3 podbiegi w piachu, ostre zbiegi, ostre zakręty, działo się. Prowadzący Hiszpanie odjechali na pierwszym kółku. Kolejny Hiszpan i Niemiec jeszcze biegli przede mną jakieś 5 i 10m. Obok mnie 2 innych Polaków, którzy się tasowali i próbowali rwać tempo. Postanowiłem się ich trzymać. Na trzecim kole poczułem, że słabną więc zaatakowałem i zgubiłem ich. Wtedy zobaczyłem, że dystans do Niemca się zmniejsza, a i Hiszpan też niedaleko. Niemca chciałem przed metą łyknąć, ale o Hiszpanie nie myślałem. Jednak jak Niemca łyknąłem, to nabrałem takiej wiary, że i Hiszpan mi się zamarzył. Na czwartym kole doszedłem go na ostatnim podbiegu i przed zbiegiem wyprzedziłem go, żeby mieć lepszą pozycję do obrony (wolę uciekać). Na metę wpadliśmy razem. Było wspaniale, była walka, rywalizacja, taktyka i mimo, że ciężka trasa, to fajnie luźno. Podbiegi szły w nogi, ale na zbiegach udawało mi się szybko regenerować, żeby na kolejnym podbiegu znów pracować.

Robert

Zastanawiam się na ile stres i presja oczekiwań wpływają na ruch i dyspozycję dnia, bo to że emocje odgrywają istotną rolę jest oczywiste. Myślę nad tym w jaki sposób zminimalizować ten stres, żeby zawodnik miał większy komfort pracy. W samej pracy treningowej niczego nie chcę zmieniać, no chyba że Robert będzie miał jakieś swoje pomysły. Wtedy przedyskutujemy je przy piwie, bo niedługo zjawię się u niego na kolejnej sesji technicznej. Pracujemy dalej w ramach tego projektu.

 

FORUM DYSKUSYJNE

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *