Cypr – Limassol

 

Zastanawialiśmy się wieczorem jak spędzić wtorek. To nasz ostatni dzień w Limassol, na kolejne dni przenosimy się w inną część wyspy, do Polis.
Kombinowaliśmy z wynajmem ebików, by jeszcze sprawdzić jeden szlak w górach pod kątem biegania, Atalante trail. Trochę było z tym zamieszania, bo jest po sezonie i do końca nie było wiadomo czy rowery będą dostępne w Troodos. Do tego w góry mamy godzinę jazdy, a stamtąd do Polis byłyby prawie dwie. Chcieliśmy też zahaczyć o Phafos, gdzie przylecieli Ada i Seba. A zachód słońca jest tu już o 16:30. No zdecydowanie za krótki dzień na wszystko. A to w końcu wakacje, a nie czelendże 😉 Ostatecznie zrezygnowaliśmy z rowerów, zostawiając to na kolejny przyjazd na Cypr. Poza tym rowerami i tak chcemy pośmigać po półwyspie Akamas. Wzamian za to zapadła decyzja, że dziś będzie dzień na plaży i relaks 🙂

Ale najpierw trochę ruchu. Poszliśmy z yacoolem pobiegać. Tym razem ruszyliśmy w lewo od naszego mieszkania, czyli w kierunku Larnaki. Początek był kiepski, bo promenada się urywała, trzeba było schodzić na plażę, albo na chodnik wzdłuż ulicy. Ale po ok 2km zrobiła się w końcu fajna trasa do truchtu. Biegliśmy aleją wzdłuż morza, mijając coraz ładniejsze budynki z apartamentami na wynajem i pięknymi ogrodami. Yacoolowi tak dobrze się biegło, że chciał dobiec do końca tej promenady, tylko że nie wiadomo było kiedy to będzie. Wygrał rozsądek i po 7km zawróciliśmy mając w głowie, że do domu trzeba dobiec jeszcze drugie tyle.

Zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy plecaki i podjechaliśmy do centrum Limassol. Kawka w słonecznej kawiarni, yacool został na plaży, a my z Jankiem poszliśmy na spacer promenadą, zahaczając o Stary Port, starówkę miasta. Ładne uliczki, stare kamieniczki, klimat trochę jak w Larnace. Młody kupił znaczki na poczcie, nie wiem kto go nauczył zwyczaju wysyłania kartek, pewnie dziadek, ale bardzo to jest fajne 😊

Z Limassol ruszyliśmy w kierunku Phafos. Droga prowadziła przez region, który podlega jurysdykcji brytyjskiej. To pozostałość po tym, gdy Cypr był ich kolonią. Tereny te były bardzo zadbane, zielone, lekko pagórkowate. Z góry widać było stadion do rugdy i stadion do piłki nożnej z bieżnią tartanową. Pięknie położony, ale niestety bez wstępu dla osób postronnych.
Zatrzymaliśmy się na obiad w knajpie, na długiej, szerokiej i piaszczystej plaży. Byliśmy tu na chwilę pierwszego dnia. Pyszne jedzenie i najlepsze brownie jakie w życiu jadłam.
Chwila leżenia na plaży, dzieciaki się kąpały, my się nie zdecydowaliśmy.

W drodze do naszego Polis zahaczyliśmy jeszcze o Phafos. Obejrzeliśmy przepiękny, bezchmurny zachód słońca na plaży i poszliśmy przywitać się z Adą i Sebą do ich hotelu.
Do naszego domku jechaliśmy już po nocy, kretą drogą. Musieliśmy przeciąć całą wyspę. Zegarek pokazał mi, że w najwyższym punkcie było ponad 500 m npm.
Gospodarze powitali nas koszem owoców i butelką lokalnego wina, ale nie wiem kiedy ją wypijemy. Na środę mamy aktywne plany rowerowe, w czwartek biegowe po Akamasie. Ale piątek ma być niby deszczowy, to może wtedy? 😉

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.