Gran Canaria – Las Palmas

 

Pobudka o 3 rano, szybki prysznic i marsz na lotnisko. Okazało się, że wczoraj poszliśmy trochę naokoło i dziś inną drogą na terminal doszliśmy dosłownie w 20 min. Lotnisko było na tyle blisko, że mimo nocy drogę rozświetlały jego jupitery.

Każde lotnisko na świecie, a jest ich pewnie tysiące, ma swój indywidualny trzyliterowy kod (np Palma de Mallorca to PMI). Idąc zastanawialiśmy się jakiego matematycznego wzoru należy użyć, by wyliczyć ilość dostępnych kombinacji… Jest tu jakiś matematyk? 26 do potęgi 3???

Sporo się dziś działo, nie wiem czy fb pomieści, gdybym chciała wszystko opisać 😁 Po powrocie yacool zmontuje filmiki.

W skrócie, z Majorki na Gran Canarię lecieliśmy niecałe 3h. Szybki odbiór auta i już przed 9 przemierzaliśmy wyspę. Pogoda była pochmurna i wietrzna, więc z odpoczynku na plaży nici, postanowiliśmy pozwiedzać stolicę, Las Palmas de Gran Canaria. Zaczęliśmy od kawy i bagietki w lokalnej kawiarence. Spacer najpierw główną ulicą handlową – Calle de Triana ze sklepami znanych marek. O tej porze butiki dopiero budziły się do życia. Potem zabytkowa dzielnica Vequeta, z domem Kolumba i Katedrą św. Anny, liczne place, parki, pomniki. W informacji turystycznej wzięliśmy mapkę wyspy i kilku miast, by łatwiej się poruszać i planować.

Później wejście na punkt widokowy, Mirador de La Cruz. Obiad w świetnej, trochę przypadkiem wybranej (bo chyba jedynej w tej wiosce) restauracji, El Padrino + miła niespodzianka, dostałam na koniec kwiatka w doniczce. Jak my kończyliśmy jeść obiad większość stolików była zajęta, więc to chyba znane miejsce wśród mieszkańców pobliskiej stolicy.

Najedzeni ruszyliśmy w kierunku zachodniej części wyspy, gdzie będziemy mieszkać. Przy autostradzie stała duża rzeźba z kamieni. Na chwilę się przy niej zatrzymaliśmy. Niemal dostałam zawału, gdy zastanawiając się co przedstawia nagle zobaczyłam wielkie jaszczurki, tuż obok nas! Wiedziałam, że na Gran Canarii żyją legwany (chyba to były one), ale nie spodziewałam się ich tu spotkać.
Kilka było całkiem sporych rozmiarów, reszta wyglądała na młode. Jedna jaszczura była bardziej agresywna, najpierw ruszyła wprost na Jacka, potem na innego legwana, który już i tak był bez ogona…

Im bardziej na zachód, tym robiło się górzyściej i zielono. Wyszło też słońce i mocno grzało przez szybę auta. Dojechaliśmy do Agaete i legliśmy na czarnej kamienistej plaży. W końcu chwila na odpoczynek. Wiatr mocno wiał od oceanu, olbrzymie fale uderzały o brzeg. Przeszliśmy do zatoki z portem, akurat odpływał prom na którąś z sąsiednich wysp. Większość miasteczka jakby wymarła, dopiero szykuje się do sezonu. Fajny termin na taką podróż.

Szybkie zakupy w spożywczym i bardzo wąską drogą, przez małe placę i niemal ocierając się o drzwi wejściowe do domów ruszyliśmy do San Pedro w Dolinie Agaete. Przepiękne widoki na góry i białe domki na stokach.
Nasi gospodarze to przemili Kanaryjczycy, pochodzący z tej wyspy. Dom z 1890 r, kupili go raptem kilka lat temu i gruntownie wyremontowali. Jest prosto i bardzo ładnie urządzony. Fantastyczny taras na górze z widokiem na całą dolinę. Wspólnie przegadaliśmy cały wieczór. W nocy niebo pełne gwiazd, cisza i spokój. I tylko ptaki wylatujące na żer z jaskiń w skałach wydają nieznane nam odgłosy. Muszę jutro dopytać Alexa jeszcze raz o ich nazwę. Alex i Eugenia, nasi gospodarze na mapie zaznaczyli nam mnóstwo pomysłów na wycieczki. Z pewnością nie starczy nam na wszystkie czasu…

 

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.