W magicznym lesie

  • IMG-20190116-WA0013
  • IMG-20190116-WA0010
  • IMG-20190116-WA0012
  • IMG_20190116_111743
  • IMG_20190116_132001
  • IMG_20190116_132010
  • IMG_20190116_132827
  • IMG_20190116_134037
  • IMG_20190116_135140
  • IMG_20190116_135252
  • IMG_20190116_135716
  • IMG_20190116_140417
  • received_560000601184355
  • IMG-20190116-WA0007
  • IMG-20190116-WA0009
  • IMG-20190116-WA0008

 

16.01

Rano Bartek poprowadził 20-minutową medytację. Chwila na wyciszenie umysłu i rozluźnienie. Potem chłopacy pobiegli do centrum Iten. Tam czekali na nich Meshack i Daniel i razem ruszyli w kierunku lasu. Są tam idealne ścieżki do biegania, miękkie, zacienione, z licznymi pagórkami. Kenijczycy śmigają po nich jak gazele. Naszym biegaczom też bardzo się tam podobało. W sumie zrobili 16 km.

Gdy wrócili zabrali się za pranie. Każdemu uzbierała się już kupka zakurzonych ciuchów. Każdy pierze tu sobie sam i nikt nie narzeka.

Koło południa poszliśmy na spacer do centrum. Chcieliśmy kupić kartki na poczcie i wysłać je do bliskich. Okazało się, że kartek nie ma, ale pracująca tam pani obiecała, że sprowadzi je z Eldoret przed naszym wyjazdem. Była pora lunchu i na trawie, na skwerach leżało wielu lokalsów. U nas pomyślelibyśmy, że są pijani w sztok i odsypiają nocne libacje, tu jest to normalne, że tak się odpoczywa.

Po drodze kupiliśmy sobie samosę, rodzaj pierożka z mięsem, smakuje trochę jak sajgonki. Poszliśmy do drugiej bramy wjazdowo/wyjazdowej (słynne bramy z napisem „Welcome to Iten, home of champions”/”Thanks for visiting home of champions”) i dalej na punkt widokowy, który leży na wyjeździe z Iten. Jeden z siedzących tam Kenijczyków zaoferował się, że zrobi nam wspólne zdjęcie. Pstryknął ich chyba z dziesięć, ale na każdym jest jego palec, którym zasłonił pół grupy.

Wracając przeszliśmy przez miejscowe targowisko i poszliśmy na herbatę i małą przekąskę do hotelu na piętrze. Antek nerwowo spoglądał na zegarek. W drodze do centrum zaszliśmy do sklepu sportowego. My z Jankiem kupiliśmy sobie po t-shircie z flagą kenijską. Antek i Michał poprosili o odłożenie kilku koszulek do godziny 15. Teraz Antek się denerwował, czy na pewno nikt mu ich nie wykupi. Koszulki czekały na nich pod ladą. Udało się stargować cenę i zadowoleni z zakupów poszliśmy już do domu.

Kilka osób wybrało się jeszcze na kawę do Kerio View. To jedyne miejsce, które namierzyliśmy, gdzie można się napić normalnej kawy. Wszędzie indziej podają rozpuszczalną nescaffe.

O 17 mieliśmy tradycyjnie już zaplanowaną sesję jogi. Przyszło kilku znajomych Kenijczyków, Daniel i dwie dziewczyny – Gladys i Faith. Spodobało im się. Daniel po tych paru tygodniach wspólnych ćwiczeń robi wyraźne postępy. Gladys zaskoczyła nawet Bartka swoją gibkością, mimo że zadawane assany robiła po raz pierwszy w życiu. Janek w tym czasie biegał z dzieciakami. Jedyny problem jaki mamy, to to, że w chwili gdy my zaczynamy na trawie popołudniową jogę, nasza sąsiadka rozpala ogień pod swoją kuchnią. Dymi się okropnie i ciężko oddychać. Yacool postanowił udać się do niej jutro i pokazać jej jak może rozpalać od góry i nie dymić tak na całą okolicę.

Po jodze zjedliśmy wspólnie kolację i wypiliśmy herbatę. Ustaliliśmy plan działania na kolejny dzień i poszliśmy spać. Powoli zaczynamy razem wchodzić w fajny rytm życia tu.

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *