Wodne safari suchą stopą

  • IMG_20200208_104253
  • IMG_20200208_104703
  • IMG_20200208_105033
  • IMG_20200208_105821
  • IMG_20200208_105815
  • IMG_20200208_110230
  • IMG_20200208_110723
  • IMG_20200208_110811
  • IMG_20200208_111004
  • IMG_20200208_111457
  • IMG_20200208_111655
  • IMG_20200208_111938
  • IMG_20200208_112342
  • IMG_20200208_112347
  • IMG_20200208_112355
  • IMG_20200208_113302
  • IMG_20200208_113730
  • IMG_20200208_214253
  • IMG_20200208_120830
  • IMG_20200208_120839
  • IMG_20200208_121143
  • IMG_20200208_114910
  • IMG_20200208_102437

 

Dzisiejszy dzień niespodziewanie okazał się dniem pełnym wrażeń. Plan był taki, by z samego rana pójść na plażę, zanim jeszcze upał zacznie się na całego. Potem przed południem mieliśmy zejść ze słońca, zjeść lunch i być gotowymi na 14 na wycieczkę do Marafa, miejsca zwanego inaczej Hell’s kitchen. Jednak Janek spał do 9, a ja nie miałam sumienia go budzić, w końcu to są wakacje. Nad ocean dotarliśmy po 10. Zaskoczył nas mega odpływ wody, która cofnęła się o około 300 m, a może i więcej. Można było dojść suchą stopą do wszystkich pobliskich wysepek.

Yacool z Michałem zostali na plaży, a ja z Jankiem wybraliśmy się na spacer. Szybko dołączyło do nas dwóch lokalnych chłopaków. Zaczęli prowadzić nas po płytkiej wodzie i co chwila pokazywali różne rybki. Na początek zaserwowali nam ball fish, rybę faktycznie okrągłą jak piłka. Była też rozgwiazda, morski ogórek, ostrygi. Inny chłopak przechodził obok nas z upolowanymi ośmiorniczkami. W jednym z małych głębszych zbiorników Janek karmił murenę. Trzymał też w ręce kilkunożne stworzenie, które Kenijczycy nazywają waka-waka, od tańca Szakiry, która wykonuje podobne ruchy jak to żyjątko. Sporo było też dużych, czarnych jeżowców. Zobaczyliśmy też lwie kraby, ale raczej niejadalne ( miejscowi polują na kraby mangrowe), skaczące żabie ryby, małe kolorowe rybki chowające się w zielonym anemonie. W oddali, za kolejną rafą był już otwarty ocean. Widzieliśmy z oddali łodzie z turystami, którzy wypłynęli na poszukiwanie delfinów. Wyłaniające się grzbiety widzieliśmy i my, choć z dużej odległości.

Na koniec zaszliśmy na Love Island. Swoją nazwę zawdzięcza piaszczystej plaży, która w czasie przypływu formuje się na kształt serca. Pełna była głośnych Włochów, w tle leciały włoskie szlagiery Toto Cotugno.

Dałam chłopakom spory napiwek. Naprawdę świetnie się spisali organizując nam niemal dwugodzinny spacer po mieliźnie. Sami, w życiu byśmy tyle nie zobaczyli. To takie wodne safari na piechotę. Nieźle zmęczeni wróciliśmy na plażę, gdzie w cieniu palmy, sącząc mleko z kokosa odpoczywał yacool. Zebraliśmy się do domu, bo za godzinę mieliśmy jechać do Hell’s kitchen na kolejną dawkę wrażeń.

 

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.

HTML Snippets Powered By : XYZScripts.com