IV warsztaty z techniki biegu dz. 2 i 3

 

Sobota

W sobotę z samego rana przyjechał do nas Biały Keniol, czyli Daniel. Podziwiam go za zaangażowanie, to jego trzeci pobyt u nas, tym razem jechał do nas pociągiem całą noc. W Iten zameldował się zgodnie z zapowiedzią o ósmej rano. Mimo podróży był cały pozytywnie naładowany i rwący się na trening. Najpierw yacool wziął chłopaków na kozetkę i trochę zmiękczył. Następnie przed domem zadał im ćwiczenia na rozruszanie stawów ramiennych. Były więc obroty, w przód i tył, z i bez wzmocnienia ruchem z biodra. Potem w ruch poszły kule. Tu z kolei wsparci na kulach pracowaliśmy nad poczuciem bezwładności w nogach robiąc nimi wymachy.  Na koniec przywiedzenia i damskie sikanie.

Po godzinie, albo i więcej takich ćwiczeń poszliśmy pobiegać. Moja rwa kulszowa i szalejący niedawno błędnik w końcu mi odpuściły i z radością poszłam z nimi. 🙂 W świńskim truchcie skupialiśmy się na wyczuciu rytmu biegu, wzmacniając go jednym łokciem, dwoma, dociążając lądującą nogę ramionami, głową i całym ciałem. Koordynacyjnie najbardziej wymagające było ćwiczenie, gdy jedną nogę podczas lądowania trzeba było maksymalnie dociążyć całym swoim ciałem, a ułamek sekundy potem wzmocnić wyjście w górę naprzemiennym łokciem. Po spotkaniu w ten weekend z Robertem mamy kolejny sygnał, iż mimo, że staramy się różne ćwiczenia opisywać, pokazywać na filmikach bardzo dokładnie, to i tak wśród odbiorców jest problem z ich właściwym zrozumieniem. Czasem ktoś nam pisze, że wykonuje proponowane ćwiczenia i że czuje to o czym yacool pisze, czy mówi. Gdy jednak taka osoba do nas przyjeżdża i na żywo dostaje feedback okazuje się, że jej wyobrażenia dalekie są od założeń. Robert załapał bardzo fajną sprężynkę. Trudno było mi uwierzyć, że te treningi u nas były jego pierwszymi bieganymi na śródstopiu. Naprawdę dobrze to wyglądało. Jego głównym problemem są rozchodzące się na boki kolana. Jako zadanie domowe dostał zestaw ćwiczeń do przepracowania w kierunku zwiększenia ich przywodzenia.

Daniel natomiast biega świetnie. Yacool jest bardzo zadowolony. Z każdym jego przyjazdem widać postęp. Ma fantastyczny ruch, nogi hycają mu niczym u Niebieskiego Keniola. Jak sam mówi, trochę żałuje, że wcześniej nikt go nie wyłapał (wuefiści), albo nie zasugerował mu, że ma ku temu predyspozycje. Z drugiej strony nie wiadomo, czy za dzieciaka byłby mentalnie gotowy na taką pracę.

Po południu chłopacy poszli na drugi trening. Yacool wskoczył z Danielem na większe prędkości. Niestety przy tempie 3:00/km trudno już yacoolowi utrzymać aparat w ręce i nagrywać. Ścieżki są zbyt nierówne. Poza tym yacool zawsze twierdzi, że dla niego najważniejsze jest to co widzi na żywo. Nagrania są bardziej jako pamiątka dla uczestników warsztatów i materiał, by za jakiś czas móc porównać różnice w ruchu.

Przed wieczorem przyjechał do nas Bartek Furmaniak (Inna Yoga) razem ze swoją dziewczyną Moniką. Tym razem zaplanowali zostać z nami do niedzieli, mieliśmy więc mnóstwo czasu na rozmowy i praktyki jogi. Przyjechało też paru znajomych na wspólną wieczorną sesję. Bartek jest fantastycznym nauczycielem, ma ogromną wiedzę, z wykształcenia jest fizjoterapeutą więc dodatkowo umie wytłumaczyć jak dana assana wpływa na nasze ciało, a w zasadzie mięśnie i taśmy anatomiczne. Zaczęliśmy od ćwiczeń oddechowych, a potem skupialiśmy się głównie na pozycjach stojących, w których zwiększaliśmy zakresy nóg i bioder. Poszczególne assany dokładnie pokazały kto z czym ma problem. Lekcję zakończyliśmy kilkunastominutową relaksacją. W sumie cała praktyka zajęła nam 3 godziny. Po ćwiczeniach czuliśmy się fantastycznie rozluźnieni i porozciągani, wyciszeni. Mimo to gadaliśmy jeszcze do długich godzin nocnych. Szliśmy spać grubo po 1 w nocy.

 

Niedziela

Na niedzielny poranek Bartek zaplanował dla nas pracę z oddechem w trakcie medytacji. Usiedliśmy na matach i przez 25 minut wczuwaliśmy się w równomierny płytki wdech/wydech, po którym następowała 5 sekundowa pauza. Zdziwiliśmy się, gdy zadzwonił budzik, który odmierzał nam czas, że tak szybko minęło. Potem zrobiliśmy kilka assan na rozgrzanie ciała. Na koniec nagroda za pracę, czyli parę minut relaksu w leżeniu. Joga nas rozleniwiła mentalnie, dodatkowo wszyscy świetnie się czuliśmy fizycznie. Przyszła pora na bieganie. Dziś yacool wziął nas na dłuższą pętlę, w sumie zrobiliśmy ok 5,5 km. Były też momenty, gdy pozwolił nam rozpędzić się trochę bardziej niż po 6:00/km 😉 Razem z Danielem chwyciliśmy Roberta za ręce, by pomóc mu zapanować nad bujaniem górą ciała. Potem Robert biegał też z kijem, który świetnie się sprawdza przy próbach zatrzymania obręczy barkowej. Z treningu wróciliśmy do bazy przed południem. Siedliśmy do kompa i zaczęliśmy analizować zrobione wcześniej nagrania. Na koniec standardowo yacool puścił video z Niebieskim Keniolem. Nawet Bartek i Monika, którzy nigdy nie biegali byli zachwyceni jego ruchem. Mało tego, Bartek zaczął poważnie myśleć o wyjeździe z nami do Kenii. Obudziła się w nim ciekawość ciał Kenijczyków, ich zakresów i elastyczności. Kto wie, może w niedługim czasie uda nam się tam pojechać razem…

 

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Robert pisze:

    Dzieki yacool za spora dawke wiedzy. Nie sadzilem ze przez weekend mozna tyle nowego wniesc do techniki biegu. Czeka mnie jeszcze wiele miesiecy pracy, ale fakt ze juz po jednych warsztatach widac takie zmiany niezle nakreca do dalszych cwiczen.
    Jesli ktos sie zastanawia, czy warto wziac udzial w warsztatach, to niech przestanie myslec tylko jedzie do polskiego iten. Po powrocie jest sie innym biegaczem.

  2. Robert pisze:

    Tak Robert, i jest się też innym człowiekiem ?a to przekłada się na ruch, bo ruch to czucie swojego ciała i chwała temu projektowi za zmiany również w moim życiu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.