Herbatka u znajomych

  • 15129543_10209464567963614_5656912125843435144_o
  • 15137426_10209464553243246_7545889493965766726_o
  • 15137540_10209464552163219_710476421241672128_o
  • 15138333_10209464563523503_5440863743779782351_o
  • 15194571_10209464555043291_8808139392709934268_o
  • 15194584_10209464562203470_6778688191493460432_o
  • 15235591_10209464551723208_2603709699787030278_o
  • 15235729_10209464561363449_6645526521412038542_o
  • 15235735_10209464550563179_1023391361440742960_o
  • 15235834_10209464557123343_1696690711842685338_o
  • 15235835_10209464555603305_5113641313991095217_o
  • 15250747_10209464557643356_7885651180347620905_o
  • 15250858_10209464553723258_9198929582252979613_o
  • 15259637_10209464567843611_5607508748094368555_o
  • IMG_20161126_101213_HDR
  • IMG_20161126_101723_HDR
  • IMG_20161126_104705_HDR
  • IMG_20161126_110826_HDR
  • IMG_20161126_113402_HDR
  • IMG_20161126_113602
  • IMG_20161126_143634
  • IMG_20161126_143838_BURST2

 

Po śniadaniu pojechaliśmy matatu do Nandi Hills. Rok temu spacerując po plantacji herbaty zrobiliśmy kilka zdjęć z jej pracownikami. Bardzo nas wtedy prosili, abyśmy wysłali im pocztą tradycyjną te zdjęcia. Nie zdążyliśmy tego zrobić w Polsce więc postanowiliśmy je wydrukować i zawieść im osobiście. Na polu herbacianym pokazaliśmy foty pracującym tam ludziom. Wskazali nam miejsce, gdzie znajdziemy osoby ze zdjęcia. Pola są bardzo rozległe więc poprosiliśmy kierowcę traktora, który zawozi worki z zebranymi liśćmi do fabryki, by nas podwiózł. Udało się nam znaleźć osoby z fotografii. Byli zaskoczeni, ale też i ucieszeni prezentem. Zrobiliśmy sobie kolejne zdjęcia, kto wie może za rok też się spotkamy…

Idąc w kierunku głównej drogi dopadła nas chmara dzieciaków. Biegły za nami, chcąc dotknąć białych dłoni i oczywiście licząc na słodycze. Miałam w plecaku paczkę rodzynek. Jak tylko je wyciągnęłam rzuciły się na mnie, wyrwały z ręki i uciekły. My złapaliśmy na stopa motorki, które nas zawiozły do Chabarbar Junction. Mieszkają tu nasi znajomi biegacze, Bekele i Wachira. Chcieliśmy ich odwiedzić i chwilę pogadać. Obecnie mają u siebie biegaczy z Danii i Indii. Przyjechali tu, by wspólnie trenować pod zawody ultra. Nie zastaliśmy chłopaków, byli na treningu. W domu była żona Bekele z ciotką, która pomaga jej przy obsłudze biegowej ekipy oraz gromadka dzieci. Dziewczyny zaprosiły nas na herbatę i szybko usmażyły chapatti (rodzaj naleśnika, tylko że grubszy i twardszy) na lunch. Powiedziały byśmy poczekali, bo chłopacy właśnie wracają z Kakamaga Forest. Odbywały się tam dziś zawody na dystansie maratonu, półmaratonu i 15k. Widziałam te zawody w necie i nawet przez moment miałam ochotę wziąć w nich udział na dystansie 5k, ale jak się wczytałam w regulamin, to się okazało, że bieg na 5k jest organizowany jedynie dla dzieci w wieku 5-10 lat… Swoją drogą nie wiem czy bym dała radę przebiec choćby tę piątkę, bo cały czas czuję lekkie wirowanie w głowie i zadyszkę przy podchodzenia pod większe wzniesienia. Potrzebuję więcej czasu na aklimatyzację do tej wysokości i klimatu.

Dziewczynki skakały na dworze w gumę, używając do tego cienkiego sznurka. Muszę zapamiętać, by przywieźć im następnym razem gumę do skakania i kręconkę. Tu dzieci miałyby z takich drobiazgów uciechę. Chłopcy chcieli nam zaimponować robiąc salta. 7-10 letnie dzieciaki wywijały przed nami fikołki w powietrzu. Jacek oczywiście nie omieszkał im utrudnić pokazując, że oprócz salta w przód można też zrobić salto w tył. Mi od samego patrzenia kręciło się w głowie. Dzieciaki podłapały w mig nowe zadanie. Potem yacool zadał im kilka sztuczek magicznych z kijkiem. Tu dopiero zrobiły wielkie oczy.
W zeszłym roku jak byliśmy u chłopaków dżem na tosty nakładaliśmy łyżką. Kupiliśmy im więc w prezencie komplet sztućców. Skoro coraz częściej mają gości powinny im się przydać.
Chłopaki przyjechali po godzinie. Faktycznie wszyscy brali udział w dzisiejszych zawodach, przebiegli półmaraton. Opowiadali, że nie było lekko. Zwłaszcza ze względu na brak punktów z wodą, pierwszy był dopiero na 16 km i źle wymierzoną trasę. Podobno jak pierwsi biegacze dobiegli do mety, to pokazali na swoich zegarkach, że przebiegli dużo więcej niż dystans półmaratonu. Organizatorzy zreflektowali się i podbiegali do nadbiegających zawodników mówiąc im, że  w tym momencie właśnie kończą zawody…
Okazało się, że dwóch pochodzących z Indii biegaczy zostało tu wysłanych w ramach obozu sportowego, który ma ich przygotować i podnieść ich formę na najbliższych zawodach, które będą się odbywać w Indiach. W ciągu kolejnych 2 tygodni mają zamiar biegać w granicach 200 km na tydzień. Wyjazd sponsoruje im jedna z firm produkujących odżywki sportowe, która sponsoruje także maratony w Indiach.
Organizatorom zależy, by oprócz zawodników z Afryki dobre rezultaty osiągali także lokalni biegacze i stąd taki projekt. Ponoć w tamtejszych maratonach coraz częściej są wyznaczane kategorie, w których poza najszybszymi biegaczami w generalce nagradza się także na tym samym wysokim poziomie finansowym biegaczy rodzimych. To samo robią już m.in. Czesi na biegach z cyklu RunCzech.

Biegacze byli mocno zmęczeni, więc nie chcąc im przeszkadzać ruszyliśmy w drogę powrotną. Na straganie kupiłam siatkę owoców, banany, mango, awokado, w sumie wydałam 1 usd. To chyba tu najbardziej uwielbiam. Wszystko prosto z drzewa, brzydko wyglądające, za to dojrzałe, soczyste i słodkie.
Dziś złapało nas pierwsze słońce. Wystarczył godzinny spacer po polach herbaty, by na naszych białych ciałach odznaczyły się ślady opalenizny. Yacool dostaje oczopląsów, bo gdzie nie spojrzy tam widzi idealne ciała do biegania, w większości w ogóle tego nieświadome. Mam nadzieję, że wkrótce nabierzemy kolorów i tak bardzo nie będziemy razić swoją białą skórą, bo na otyłość wg tutejszych norm nic już nie poradzimy…

 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *