Kreta – wąwóz Richtis
Nasz gospodarz George był bardzo dumny z przygotowanego śniadania. Każdego zapytał o to, w którym kubku ma mu podać poranną kawę. Potem smażył jajka, robił tosty, sałatkę. Trwało to bardzo długo, ale to dobra lekcja, by odpuścić pośpiech i wyluzować. Śniadanie typowo brytyjskie, więc niezbyt lekkie 😉 a na deser jogurt z miodem i owocami. Trudno będzie tu nie przytyć…
Bardzo mocno wiało i w nocy i od rana. Postanowiliśmy pojechać na trekking do Wąwozu Richtis. Zaparkowaliśmy na niewielkim parkingu przy drodze i betonową drogą ruszyliśmy ostro w dół. Po drodze mijaliśmy ogródki, w jednym z nich babuleńka wyszła do nas proponując owoce zerwane prosto z drzewa. Wyglądało na to, że w ten sposób dorabia sobie. Kupiliśmy garść owoców. Wyglądały jak małe jabłko-gruszki, żółte, kwaskowe z brązową większą pestką wewnątrz.
Po około kilometrze była budka, gdzie płaciło się za wstęp do kanionu. Przeszliśmy pod kamiennym mostkiem i dalej szlak zrobił się ciekawszy. Droga wiła się między bujną roślinnością. Momentami trzeba było się wspinać po kamieniach. Chłopacy wyrwali do przodu. Po około godzinie niespiesznego marszu wyszliśmy na bardziej otwartą przestrzeń. W dół wąwozu prowadziły strome, drewniane schody. Na dole czekała nagroda za marsz – wodospad. Woda była fantastyczna, orzeźwiająca, wskakiwaliśmy do niej kilka razy, by schłodzić się przed powrotem. Chłopacy doszli w międzyczasie do końca wąwozu, do morza, przeszli obok wodospadu i go nie zauważyli 😉
Droga powrotna poszła nam całkiem sprawnie, choć upał był już konkretny. Chyba myśl o jedzeniu pchała nas pod górę. Pojechaliśmy do uroczej wioski nadmorskiej, Mochlos. Około 150 m od brzegu znajduje się mała wysepka, która kiedyś prawdopodobnie była połączona z lądem, tworząc półwysep. Prowadzone na niej prace archeologiczne ukazały ruiny pochodzące z czasów minojskich, m.in grobowce, mniejsze mogiły i warsztaty rzemieślnicze.
W nadbrzeżnej tawernie zjedliśmy pyszne owoce morza, tradycyjnie przyrządzone. Chłopaki zaliczyli kąpiel, my poleżeliśmy na kamienistej plaży. Późnym wieczorem wróciliśmy do naszej bazy. Jadąc drogą wzdłuż wybrzeża trzeba uważać na kozy, które wyszły na wieczorny żer. Jesteśmy na wschodniej części wyspy, więc odpadają nam zachody słońca – to chowa się tu za górami.









