Malta w styczniu – dzień 3, Valetta
W nocy mocno wiało. Rano z balkonu widać było jak fale mocno rozbijają się o brzeg i zalewają małą zatoczkę wyznaczoną do kąpieli. Pogoda średnia, ale została nam jeszcze do zwiedzenia Valetta. To nasz drugi wyjazd na Maltę i w końcu chcieliśmy, choćby w wersji ekspresowej, ale jednak ją zobaczyć.
Mimo pobytu przed sezonem, w centrum parkingi pełne. Udało nam się zaparkować w wąskiej uliczce, blisko starych murów i ścisłego centrum. Zaczęłam rozglądać się za jakimś parkometrem. Akurat przejeżdżała policja więc zamachałam do policjanta i spytałam jakie tu są zasady parkowania. Wskazał, że na szybie wewnątrz auta mamy naklejoną małą kopertę, a w niej tarczę zegara. Należy na niej ustawić godzinę zaparkowania i od tej pory wg znaku informacyjnego, w tej strefie miasta możemy stać za darmo do 150 min. Sama bym na to nie wpadła 😉 Oczywiście przekroczyliśmy ten czas i to znacznie, ale obyło się bez mandatu.
Przeszliśmy przez centrum zabytkowej Valetty i wzdłuż jej murów obronnych. Wiatr urywał nam głowy, ale było ciepło. Dookoła polscy turyści. Pokręciliśmy się po uliczkach, coś zjedliśmy, a w innej knajpie wypiliśmy kawę. Na jednym z tarasów widokowych na zatokę mieliśmy niezły ubaw, z powodu wiatru, który nieźle nami targał.
Przyglądaliśmy się olbrzymim falom, które z impetem uderzały w masywne ściany fortu.
Potem pojechaliśmy na drugi brzeg zatoki, do starej stolicy Malty – Birgu. Tu było równie zabytkowo, ale zdecydowanie puściej, bez gwaru turystów. W zatoce była marina, a w niej zacumowane łódki mniejsze i większe, a także kilka olbrzymich jachtów o nazwach „Too Cool”, „Fast &Furious”, „Pantera”… skąd właściciele biorą te nazwy?
Do hotelu wróciliśmy jak zawsze o zachodzie słońca. Choć dziś za bardzo słońca nie widzieliśmy. Pani w recepcji powiedziała nam, że ten wiatr to huragan Harry, który właśnie naciągnął nad Maltę i Sycylię. Jego podmuchy miały się nasilać w nocy i kolejnego dnia. Podobno wydano komunikaty, by pozostać w domach, zabezpieczyć luźne przedmioty na zewnątrz i że dzieci mogą nie iść do szkoły kolejnego dnia. Wiadomości niepokojące dla nas, bo następnego dnia mieliśmy lot powrotny do Polski. No cóż, najwyżej przedłużymy sobie urlop. Jak mus to mus…














