Paleokastritsa i koty w doniczkach

  • IMG_20180424_123516_HDR
  • IMG_20180424_125011_HDR
  • IMG_20180424_125019_HDR
  • IMG_20180424_125044_HDR
  • IMG_20180424_125642_HDR
  • IMG_20180424_130216_HDR
  • IMG_20180424_130650_HDR
  • IMG_20180424_130953_HDR
  • IMG_20180424_131519_HDR
  • IMG_20180424_131704_HDR
  • IMG_20180424_131748_HDR
  • IMG_20180424_131804_HDR
  • IMG_20180424_140203_HDR
  • IMG_20180424_180617
  • IMG_20180424_184335_HDR
  • IMG_20180424_185602_HDR
  • IMG_20180424_185715
  • IMG_20180424_190234
  • IMG_20180424_194509

 

Dziś nigdzie nam się nie spieszyło. Dzieciaki pospały więc i my nie mieliśmy parcia, by się szybko zbierać. Zwłaszcza, że nasz domek i okolica sprzyja porannej kawce i książce. Widok mamy na skaliste góry. Bardzo podobny jak ze stadionu w Tambach, tyle że tam na ich szczycie leżało Iten, a tu z zieleni przebijają wysokie cyprysy.

Dla chłopaków największą atrakcją i frajdą jest morze. Staramy się przemycać inne aktywności i pokazywać im miejsca pomiędzy leżeniem na piasku.
Dziś zaczęliśmy od jednego z półwyspów otaczających Paleokastritsa. Na jego szczyt prowadziła stroma serpentyna. Dobrze, że yacool jest z nami, bo mi by chyba nie starczyło odwagi na jeżdżenie tymi drogami. Na szczęście ruch jest bardzo mały, nasza gospodyni powiedziała mi wczoraj, że sezon i napływ turystów zaczyna się tu w maju. Teraz faktycznie wiele punktów gastronomicznych jest jeszcze nieczynnych, trwa malowanie, sprzątanie.
Na górze stał klasztor. Ubraliśmy długie rękawy i weszliśmy przez zdobioną bramę. Na wąskich alejkach pełno było wylegujących się na słońcu, w doniczkach kotów. Było też je mocno czuć. Weszłam z Jankiem do kościółka i zapaliliśmy po świeczce. Młody długo w skupieniu myślał o swojej intencji. W sklepiku kupiliśmy kilka lokalnych pamiątek i wyrobów, m.in. mielone figi z ostrymi przyprawami, podobno super nadają się jako składnik sałatek. Przeszliśmy się też na pobliskie wzgórze, jeszcze bardziej wysunięte w morze. Widoki super!

Z klasztoru zjechaliśmy prosto na plażę. Mała zatoczka otoczona górami. Stąd odpływają też motorówki na wycieczki po grotach. Na plaży siedzieliśmy znowu do wieczora. Tu było więcej ludzi niż w poprzednich miejscach. Potem obiad w tawernie, kalmary, sałatka grecka, tzatziki. Janek zamówił rybę, dostał tak wielką, że oboje z yacoolem pomagaliśmy mu potem ją zjeść.

Najedzeni pojechaliśmy jeszcze zobaczyć ruiny zamku, Angelocatro. Musieliśmy znowu wspinać się krętą drogą, którą wczoraj tu przyjechaliśmy. Przejeżdżaliśmy przez wioskę Lacones, z której zboczy rozpościerają się widoki na bajecznie, niebiesko turkusowe wody zatok.
Ruiny XIII wiecznego zamku były położone na szczycie góry. Prowadziła do nich kamienista ścieżka. Chłopaki wbiegli na szczyt, my z Martyną spokojnym krokiem za nimi. Obeszliśmy mury dookoła i leżąc na brzuchach popatrzyliśmy w przepaści pod nami.

Wracając kupiliśmy sobie jeszcze po dużym lodzie. Fajnie, że domek jest tak przestronny, piętreowy, bo każdy teraz może zalec w innym kącie i mieć chwilę dla siebie. Yacool na przykład siedzi na tarasie i przy świetle lampionu struga bumerang z dwóch patyczków po lodach. Jutro sprawdzimy czy lata.

 

You may also like...

1 Response

  1. Skoor napisał(a):

    Dawać foty żarcia! Uwielbiam foty żarcia! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *