Wybrzeże Amalfitańskie

  • IMG_20190428_102135
  • IMG_20190428_111145
  • IMG_20190428_110607
  • IMG_20190428_112513
  • IMG_20190428_113412
  • IMG_20190428_125922
  • IMG_20190428_131047
  • IMG_20190428_131255
  • IMG_20190428_133006
  • IMG_20190428_134045
  • IMG_20190428_134945
  • IMG_20190428_141217
  • IMG_20190428_141239
  • IMG_20190428_141412
  • IMG_20190428_142056
  • IMG_20190428_143038
  • IMG_20190428_143353
  • IMG_20190428_143108
  • IMG_20190428_155259
  • IMG_20190428_155417
  • IMG_20190428_160708
  • IMG_20190428_162153
  • IMG_20190428_163603
  • IMG_20190428_183948
  • IMG_20190428_142751
  • IMG_20190428_134008

 

Nasi gospodarze, Erasmus i Anna Maria są bardzo sympatyczni i chcą umilić nasz pobyt. Jedyną barierą jest język, oni nie znają angielskiego, a my włoskiego. Anna Maria wpadła na pomysł komunikowania się przez translator googla. I faktycznie okazuje się, że dziś nie trzeba znać języków, wystarczy mieć internet…

Po śniadaniu pojechaliśmy w kierunku wybrzeża. Oczywiście i dziś nie obyło się bez błądzenia po górskich dróżkach. Na głównej trasie był ustawiony zakaz wjazdu, więc grzecznie szukaliśmy objazdów. W pewnym momencie nawigacja zaprowadziła nas na niemal pionową, szutrową drogę. Wtedy pałeczkę przejął czynnik ludzki, Janek, który wyprowadził nas na prostą. Wieczorem wracając zauważyliśmy, że miejscowi nie respektują tego zakazu. Prawdopodobnie zamieszczona niżej znaku adnotacja, której nie doczytaliśmy, upoważnia jednak do przejazdu.

Pogoda się dziś popsuła, było pochmurno i kropiło. Serpentynami, wśród wzgórz porośniętych drzewami cytrynowymi zjechaliśmy w końcu z gór do pierwszej miejscowości – Maiori. Dalej droga prowadziła wzdłuż brzegu morza. Na zboczach gór, w skałach wciśnięte były domy i hotele. Poniżej małe zatoczki i plaże, które tworzył ciemnoszary piasek. Kolejna miejscowość to Minori. Potem skręciliśmy ponownie w góry, by zwiedzić miasteczko Ravello. Położone jest na wysokości 350 m n.p.m. Roztaczają się z niego piękne widoki na morze i góry. Na centralnym placu stoi  katedra z XI wieku. Jest tu mnóstwo wąskich uliczek, a w nich sklepiki z pamiątkami, galerie, restauracje i kawiarnie. Usiedliśmy w jednej z nich na kawę, lody i ciacho.

Później przejechaliśmy ponownie na wybrzeże, do miasteczka Amalfi. We wszystkich miastach na wybrzeżu jest spory problem z zaparkowaniem auta. Ilość miejsc parkingowych jest ograniczona. Nam udało się zostawić auto z boku przystani. Pokierował nas tam starszy Włoch, wskazując miejsce. Trochę się obawiałam na ile można mu ufać i zostawić tam samochód. Zwłaszcza, że nie dał nam żadnego kwitka, a chwilę wcześniej widzieliśmy lawetę odholowującą inny wóz… Przeszliśmy się wzdłuż wybrzeża, a ponieważ mocno wiało i było naprawdę zimno zagłębiliśmy się bardziej w wąskie uliczki. W ten sposób trafiliśmy na mały plac z ładnym budynkiem starej katedry, mnóstwem knajp i sklepików. Weszliśmy do jednej z restauracji, tradycyjnie już na pizzę. Z pełnymi brzuchami wróciliśmy do auta. Stało na swoim miejscu. Zapłaciliśmy panu parkingowemu i powoli ruszyliśmy w kierunku domu.

Zatrzymaliśmy się jeszcze po drodze na lody. Usiedliśmy na chwilę na plaży na leżakach, czekając aż wyjdzie słońce. I wyszło. Całe otoczenie, woda, wzgórza od razu nabrały innych barw. Musi tu być pięknie w słoneczny dzień. Kupiliśmy ręcznie wytwarzane lody cytrynowe u Polki, która mieszka tu od ponad 20 lat. Chwilę z nią porozmawialiśmy o atrakcjach regionu. Polecała nam górskie trekingi i odwiedzenie leżącego na wybrzeżu miasteczka Positano. Też o nim czytałam przed wyjazdem, że tak jak Amalfi jest perełką tej części Włoch, tyle że z drogimi butikami, restauracjami, nastawione na bogatych turystów. Do tych wszystkich miejscowości na wybrzeżu, zwłaszcza w sezonie letnim najlepiej jest podobno dopłynąć łódką. Nawet teraz sporo ich kursowało. Z pokładu łodzi można podziwiać wkomponowane w zbocza gór miejscowości i odpada problem z parkowaniem auta.

Droga do domu zajęła nam dużo mniej czasu niż poranna, w drugą stronę. Na miejscu poszłam jeszcze z Jankiem obejrzeć ranczo i konie naszych gospodarzy. Po powrocie Anna Maria czekała już na nas z kolacją. Poczęstowała nas własnymi wyrobami, wędlinami, serem ricotta,  winem, suszonymi pomidorami, pomarańczami z sadu. Pożałowaliśmy, że wcześniej zjedliśmy pizzę, bo nie mieliśmy już siły na spaghetti, które chciała nam podać.

 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *