Zmiany na Kamariny

  • 15235903_10209491870286155_2434171879459945962_o
  • 15252548_10209491871486185_8670424584848471804_o
  • 15252553_10209491855845794_3136211526981053061_o
  • 15272105_10209491864366007_252087704368647499_o
  • 15288657_10209491859605888_9915549930948282_o
  • 15304130_10209491861925946_5710404614770821381_o
  • IMG_20161129_101013_BURST2
  • IMG_20161129_101050

 

Pierwsza testowa noc u Kipsanga za nami. Muzyka co prawda grała, ale znacznie ciszej niż rok temu. Mnie wieczorem strasznie rozbolała głowa, nie wiem czy to po trzęsącej podróży matatu z Kapsabet, po obfitym lunchu z Pamelą, czy pewnie raczej od zmiany wysokości. Silny ból trzymał mnie do rana. Kapsabet leży około 400 m niżej niż Iten i da się to odczuć. W nocy trochę padało. Rano było naprawdę zimno, wiało i na stadion Kamariny jechaliśmy w chmurach. Zupełnie jak u nas w wysokich górach.

Sporo się tu zmieniło od ostatniego czasu. Kipsang obudował swój hotel wysokim murem, a na stadion Kamariny wchodzi się przez bramę, po której obu stronach są stróżówki. Wejście jest i ma pozostać bezpłatne. Najbardziej zdziwiła nas budowa drugiej trybuny. Rok temu słyszeliśmy, że stadion ma być w ogóle zamknięty, a tu takie innowacje. Podobno w centrum, przy rynku ma powstać drugi stadion. Jeszcze tam nie dotarliśmy.

Po Kamariny biegały już grupki Kenijczyków. Dziś mieli speedwork, trening szybkościowy. Spotkaliśmy tam Marcina, robił trening powtórzeniowy. Potem razem z yacoolem zrobili trening koordynacyjny. Ja w tym czasie potruchtałam dookoła stadionu. Po każdym kółku robiąc kilkuminutową przerwę na wyrównanie oddechu i wyciszenie bijącego mocno serca. Pamiętam, że rok temu potrzebowałam około 2 tygodni, by spokojnie truchtać. Nasz znajomy ultramaratończyk mówił, że on na aklimatyzację do takiej wysokości potrzebuje około 5 dni. Dlatego na krótsze pobyty wybiera położony znacznie niżej Kapsabet. Grunt, że po tym rozruszaniu przestała boleć mnie głowa. Dziś na Kamariny robiła też swój trening Mary Keitany. Biegała razem z mężem. Jak skończyła porozmawialiśmy chwilę. Jej mąż, który rok temu jak się spotkaliśmy w Czechach twierdził, że jestem gruba, dziś powiedział, że mam świetną sylwetkę do biegania maratonów.  Wydaje mi się, że to kwestia tutejszego światła, bo ja niczego w swoim BMI nie zmieniłam (nadal jest poniżej 19). W kenijskim świetle wszystko wygląda znacznie lepiej. Nawet yacool, któremu wszyscy tu dają nie więcej niż dwadzieścia kilka lat. I mocno się dziwią słysząc, że mógłby być ojcem większości z nich… Podszedł do nas biegacz z Czech, znajomy Marcina. Dawid przyjechał tu na 5 miesięcy trenować pod wiosenny półmaraton w Pradze. Rok temu po takim dłuższym pobycie w Iten zrobił życiówkę i nabiegał 69 minut. W biegu był bardzo sztywny, więc yacool wziął go w obroty. Jak się nie zrazi, to może porobimy coś jeszcze razem. Generalnie yacool nie znalazł dziś na stadionie ani jednego ładnie biegającego chłopaka. Spodobały mu się za to dwie dziewczyny. Miały męski ruch, dynamikę i sprężynkę.

W porze lunchu odwiedził nas znajomy z ubiegłego roku, Meshack z kolegą. Nadal mieszka w mieszkaniu za 10 usd miesięcznie. Pochwalił się, że tydzień temu pobiegł tu maraton w 2:26. Jego kolega Thomas ma większe doświadczenie startowe, biegał w Izraelu, Chinach i Polsce. W 2014 zajął 7 miejsce w półmaratonie w Warszawie, z wynikiem około 63 minut. Zjedliśmy z chłopakami ugali i umówiliśmy się na jutro na wspólny trening techniczny.

Za oknem świeci piękne słońce i leje deszcz jednocześnie. Dziś mimo chmur nad stadionem spaliliśmy sobie twarze. Wystarczyła chwila na przebijającym się przez chmury słońcu. Przyleciał też ćwirek. Rok temu yacool karmił wróble ugali na parapecie. Czyżby nas rozpoznał..?

 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *