Kazachstan -Ałmaty
Bezpośredni lot z Warszawy i po 6,5h lądujemy w Ałmaty w Kazachstanie.
Potem 3,5h jazdy do granicy z Kirgistanem. Kierowca dobry, ale nierozmowny, ewidentnie skupiony na wykonaniu zadania. Droga w dużej mierze bardzo dobra, szeroka, trzy a potem dwupasmowa. Spory ruch mimo niedzieli. Po drodze pola, łąki po horyzont, pasące się konie i pasmo gór północnego Tienszanu.
Na granicy całkiem sprawnie, przeszłyśmy ją na piechotę, bo po drugiej stronie czekał już na nas nas docelowy bus z guidem i kierowcą. Po kolejnych 50 min zakwaterowałyśmy się w hotelu. Całkiem nowoczesny, wygodny. Chwila relaksu i ciąg dalszy – powitalna kolacja, z występem zespołu lokalnego. Świetnie grali, niektóre instrumenty i ich dźwięk zupełnie nieznane. Zespół ubrany był w ludowe stroje, a grajkowie opowiadali o instrumentach i sensie wykonywanych utworów.
Potem kolacja i lokalne specjały. Po wielogodzinnej podróży wszystko smakowało wyśmienicie… pomidory, pieczone bakłażany, lokalny ser kurut, kuurdak czyli wołowina z cebulą (tej tu nie szczędzą ;)) i ziemniakami, plov (ryż smażony z mięsem, marchewką), manty o różnym nadzieniu (pierożki) i boorsok ( przypominające kenijskie mandazi małe i mało słodkie pączki). Uff…
Do hotelu wróciliśmy pieszo, by spalić trochę kalorii. 🙂












