Kirgistan – polowanie

Tradycja berkutchi.
Nasza podróż po Kirgistanie zbliża się powoli do końca. Jest niesamowicie różnorodna. Były miasta, zabytki postsowieckie i te dużo starsze pamietające czasy jedwabnego szlaku. Była podróż wzdłuż brzegów jeziora Issyk Kul. Kaniony – kolorowe, bajkowe. I górskie trekkingi do ukrytych dolin, przełęczy i turkusowego jeziora Ala Kul.
Dziś ruszamy dalej, w kierunku odległych, niemal niezamieszkałych terenów, do jeziora Son Kul. Ale po drodze mieliśmy zaplanowaną jeszcze jedną atrakcję – spotkanie z hodowcą orłów i pokaz polowania z wykorzystaniem tych ptaków. Berkutchi nie traktuje orła wyłącznie jak „narzędzia”. Ptaka często karmi, pielęgnuje i spędza z nim ogromną ilość czasu. Orzeł ma własne imię. Podczas prezentacji właściciel cały czas czule głaskał swoją orlicę, naprawdę widać było więź między nim a ptakiem. Do polowań trenuje się samice, są większe niż samce, mogą osiągnąć ok 9 kg wagi. Młode orły pozyskuje się z dzikich gniazd, po kilku – kilkunastu latach wspólnej pracy wypuszcza się je na wolność i drugą część życia spędzają w naturze. Każdy myśliwy jest zarejestrowany, a specjalny urząd nadzoruje ilość ptaków wykorzystywanych do polowań.
Poluje się w okresie zimowym na zające, szakale, lisy. Latem trwają treningi. Myśliwy zaprezentował nam umiejętności ptaka. Jeden chłopak poszedł z orłem na wzgórze, zdjął mu zasłonę z oczu i wypuścił. Drugi jechał na koniu ciągnąc za sobą skórę szakala. Orzeł wzbił się w powietrze i chwilę szybował. Po kilku minutach zwabił go ruch, złożył skrzydła i jak pocisk runął w dół wbijając się szponami w skórę szakala. Słychać było świst powietrza. W nagrodę dostał kawałek surowego mięsa, który bez trudu rozrywał na mniejsze kawałki do potknięcia. Potem myśliwy ponownie wypuścił ptaka i gwiżdżąc przywołał go na swoje przedramię. Rękę, na której trzymał orła chroniła gruba skórzana rękawica.
Mieliśmy też pokaz polowania z psami, typową rasą kirgiską do polowań, przypominały nasze charty. Smukłe, o bystrym spojrzeniu i dłuższym futrze, które chroni je przed mrozami. Bardzo fajne psiaki, ciekawe czy są w Polsce ich hodowle.
Mogłyśmy też wsiąść na konia i przez chwilę potrzymać orła na przedramieniu. Był bardzo ciężki i po kilku minutach ręką zaczynała mi się uginać. Przepiękny ptak.
Spróbowałyśmy także swych sił w strzelaniu z łuku… Szło różnie, może wspólnymi siłami jakoś byśmy z głodu nie umarły na kirgiskim stepie 😉
Pod wieczór dojechałyśmy do naszej ostatniej bazy jurtowej na kolejne dwie noce. Asfalt skończył się po minięciu ostatniego większego miasta, Kokchor. Tam też zrobiłyśmy zakupy w sklepie sieci Globus, są bardzo dobrze zaopatrzone, we wszystko, jak nasze markety.
Pokonałyśmy busem przełęcz na wysokości ok 3400 m n.p.m. i krętą szutrową drogą zjechaliśmy na brzeg jeziora Son Kul. Dookoła otaczał nas bezkres pastwisk i stad zwierząt wypasanych tu w czasie lata, kirgiskie dżajlo. Jechaliśmy po łące, na przełaj, wzdłuż jeziora mijając kolejne turystyczne obozy jurtowe. Nasz był położony spory kawałek dalej, u podnóża pagórków, które osłaniały go od wiatru.
Był to nowy obóz, z sanitariatami w przerobionym kontenerze – toalety, prysznice z ciepłą wodą, prąd cały czas i nawet wi-fi. Nie do końca więc poza cywilizacją 😉 Przestrzeń i cisza robią ogromne wrażenie. Mieliśmy ładny zachód słońca i niezłą pogodę, co tu nie jest nigdy pewnikiem, no nawet latem może spaść śnieg. Jedna jurta była przeznaczona na miejsce posiłków. Elegancko zastawione stoły, domowej roboty dżemy i smarowidła do lepioszki. I noże! Śmiałam się do właścicielki, że to pierwsze miejsce w całym Kirgistanie, gdzie podano nam do posiłku noże (zawsze były tylko łyżki i widelce).

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.

HTML Snippets Powered By : XYZScripts.com