Botswana – safari w Chobe


Pobudka 5.20 rano. Ciemno. Szybka kawa/ herbata, mufinka i jeszcze po ciemku ruszamy jeepami na morning safari w Parku Narodowym Chobe.
W lipcu jest szczyt sezonu na tego typu aktywności co przekłada się na większą ilość turystów i aut u bram parku. Mimo to myślę, że to nadal doświadczenie bardziej prywatne niż w najbardziej popularnych parkach w Kenii czy Tanzanii.
Mieliśmy bardzo fajnego kierowcę/ przewodnika. Jego imię – Nature, zobowiązuje do wykonywanego zawodu 😉
Wschód słońca podczas przemierzania afrykańskiego buszu zawsze robi duże wrażenie. Trafiliśmy na stado lwów, które o świcie jadły słonia. Nasz guide powiedział, że zwierzę padło samo, nie było ofiarą polowania lwów. W zlokalizowaniu lwów pomogły nam stada sępów siedzących na szczytach pobliskich drzew, czekających na swoją kolej.
Widzieliśmy też z bliska szakale, które w ogóle nie zwracały uwagi na nasze auto. Były żyrafy, antylopy i piękne przestrzenie. Polowaliśmy na lamparta, ale udało nam się trafić jedynie na resztki impali, którą pozostawił na drzewie, na później.
Po południu podjechaliśmy do centrum Kasane. Przeszliśmy się po moście Kuzungula, przy którym stykają się granice czterech państw: Zimbabwe, Zambii, Namibii i Botswany. Zrobiliśmy sobie fotki przy wielkim baobabie, a potem udało się znaleźć miejsce, gdzie pani serwowała lody z owoców tego drzewa. Były smaczne, lekko kwaskowe. To nasz ostatni dzień krótkiej wizyty w Botswanie. Jutro lecimy już do RPA.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.

HTML Snippets Powered By : XYZScripts.com