Kirgistan – Altyn Arashan

Ruszyliśmy z Karakolu w kierunku Gór Tienszan. Tego dnia czekał nas trekking do doliny Altyn Arashan, gdzie mieliśmy spędzić dwie noce w jurtach. Nasze bagaże pojechały łazikiem, my szłyśmy na piechotę.
Szlak jest mocno oblegany. Dużo ludzi wjeżdża do doliny autami.
Podziwiałam kierowców, którzy manewrowali między wielkimi głazami. Ludzie wewnątrz pojazdu telepali się jak marionetki.
Trasa jest piękna widokowo. Cały czas maszeruje się wzdłuż rwącej rzeki spływającej z gór. Spokój zakłócają jedynie łazy, które kursują w górę i w dół smrodząc konkretnie spalinami. Trasa do Altyn Arachan ma 15 km i około 700 m przewyższenia. Ze wszystkimi postojami pokonałyśmy ją w 5h. Dolina jest przepięknie położona na 2500 m n.p.m., między górskim zboczami. Nakropkowana jurtowymi campami, których jasny kolor kontrastuje z zielenią otoczenia. Widać, że zapotrzebowanie na noclegi jest duże, bo wszędzie trwały prace i powstawały jak grzyby po deszczu nowe obiekty. Dotyczy to całego Kirgistanu. Dobrze zapewne dla miejscowych, którzy mają dochód z turystów. Gorzej dla osób, które szukają dzikich, niezadeptanych miejsc, bo tych będzie tu szybko ubywać.
Zrzuciłyśmy plecaki w naszych jurtach, śpimy w nich po 3 os, choć jurty są 4-6 os. W obozie panowały bardzo proste warunki. Budynek stołówki sklecony z płyt wiórowych, podobnie pomieszczenia z prysznicami i toaletami. Na plus – były normalne sedesy, nie dziury w ziemi i ciepła woda w kranie. Podczas posiłku spotykaliśmy się z innymi turystami, ludźmi z całego świata. Fajnie, bo można wymienić doświadczenia z podróży lub jak ktoś podróżuje samotnie może w ten sposób znaleźć kompana do górskich trekkingów. Byli chłopacy z USA, para z Kanady i Australii, Francuzi, Niemcy i Holendrzy i z pewnością wiele innych narodowości.
Na lunch był podsmażony na jakimś tłuszczu makaron, ziemniaki, jajko sadzone i oczywiście wielki termos z herbatą.
Poszłyśmy na spacer wzdłuż rzeki do naturalnych gorących źródeł, z których zdjęcia zalewają Instagram. I jak to z Instagramem bywa rzeczywistość nie była tak urzekająca. Na końcu ścieżki, którą szłyśmy wraz z krowami były dwa małe baseniki obłożone kamieniami, do których spływała gorąca woda. Do obu czekała kolejką chętnych, którzy wzrokiem poganiali osoby zażywające kąpieli do szybszego wyjścia z basenu. 😉
Wracając do naszych jurt wstąpiłyśmy na kawkę do innego obozu. Siadłyśmy na skórzanej kanapie z widokiem i po prostu kontemplowałyśmy piękno tego miejsca.
Po kolacji Daniel, nasz guide zabookował dla nas sesję w basenie z wodami termalnymi. Tym razem było to prywatne pomieszczenie, pod dachem. Woda była naprawdę gorąca, wymoczyłyśmy się i dobrze zregenerowałyśmy po trekkingowym dniu i przed kolejnymi wyzwaniami.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.

HTML Snippets Powered By : XYZScripts.com