Kreta – Kritsa
Po kąpielach w morzu pojechaliśmy trochę w głąb lądu, do małej wioski Kritsa. Przeszliśmy uliczkami pełnymi sklepików z lokalnymi wyrobami (oliwy, przetwory, zioła, lniane, haftowane serwety). W jednym z takich miejsc pracowała Polka, poopowiadała nam trochę o swoim kilkunasto letnim już życiu na Krecie.
Poszliśmy w wyższe partie wioski zobaczyć oryginalne, stare domy jej mieszkańców. Część była ładnie odnowiona, z kolorowymi drzwiami i okiennicami, kwiatami. Inne w dużo gorszym stanie, niektóre rozpadające się i opuszczone. Wchodzi się do nich bezpośrednio z wąskich chodników. W tej części wioski nie ma aut, chodniki są strome, często ze schodami.
W drzwiach jednego z domu siedziała babuleńka. W małych torebeczkach sprzedawała migdały, była dość apodyktyczna nie dało się przejść obok nie kupując 😉 Potem spotkana w sklepiku Polka, do której jeszcze raz zaszliśmy wyjaśniła nam, że Kreteńczykom nie żyje się źle. Oczywiście narzekają na brak pieniędzy, zwłaszcza starsi, ale tak naprawdę finansowo dobrze stoją. Mają z reguły domy, które wynajmują. Są bardzo przywiązani do tradycji i spartańskie warunki w jakich żyją, wynikają właśnie z przyzwyczajenia, a nie z braku finansów na zmianę. Dodatkowo dużo inwestują w dzieci, ale to chyba wszędzie tak już jest…
A propos dzieci, w Grecji nie obchodzi się dnia dziecka.