PROJEKT SUB 9 (9) – spacer menela

 

Robert powoli dochodzi do siebie po obozie w Iten, ale w tle tych wydarzeń dzieją się inne, w moim przekonaniu, również ciekawe historie. Tomek Korzeniowski (Skoor) podsyła mi interesujące spostrzeżenia dotyczące jego eksperymentów ruchowych. Myślę, że Robertowi i nie tylko jemu, może to się przydać w najbliższej przyszłości, dlatego też postanowiłem podłączyć korespondencję ze Skoorem pod ten projekt.

Piątek, 6 kwietnia

Wczoraj i dziś biegałem. Wczoraj po lesie, dziś po asfalcie, ale las mało leśny, raczej ubite równe ścieżki.
Wczoraj tempo 5:11 dł. kroku 1,21, oscylacja pionowa 15,5, kadencja 148, gtc 228.
Dziś tempo 4:39, dł. kroku 1,36, oscylacja 14,5, kadencja 153, gtc 223.

Intensywność identyczna, w zasadzie myślałem, że biegnę tak samo jak wczoraj. Powyłączałem wszystkie wskazania w garminie, zostawiłem tylko godzinę, żebym wiedział kiedy wracać i żeby mnie zegarek nie rozpraszał. W zasadzie, to całkiem ciekawe jest doświadczenie tego, że niby biegnę tak samo a jednak szybciej. Cały czas starałem się trzymać krok z filmów, co w sumie wychodziło dość łatwo. W jednym momencie zaczęło trochę siadać, zwolniłem i wszystko wróciło do normy. Ciekawy jestem czy dojdę w ten sposób do tempa 4/km na intensywności szybszego BS-a ;).

Skoor

Narastające przeciążenie zawsze zweryfikuje wszystko. Do biegania po 4 minuty i szybciej na samej elastyczności tkankowej dochodzi się dość długo. Z obserwacji dochodzę do wniosku, że sami dość mocno przyczyniamy się do wydłużenia czasu adaptacji poprzez popędzanie się i wchodzenie na tempa z przeciążeniami, które blokują rozciąganie tkanki. Tkanka ma swoją pojemność, jest jakby takim akumulatorem sprężystości, który powiększa się (pogrubia) w miarę praktykowania wystawiania się na aktualnie akceptowalne przez tkankę przeciążenia.

Wtorek, 10 kwietnia

Muszę zwolnic. Na tę chwilę cały czas tempo rośnie wraz ze spadającym gtc i wydłużającym się krokiem. Czuję przeciążenia i oscylacje. Wara lata tylko się ślinić zaczynam wtedy. Dziś długość kroku gremlin wyliczył przy tempie 4:30 prawie 1,5m czyli tyle ile biegałem wcześniej przy 4/km. Kadencja lekko wzrosła – w okolicach 150. Intensywność podobna co ostatnio.

>>>Garmin connect<<<

Mam wrażenie, że im dłużej biegnę tym lepiej mi to wszystko wchodzi. Początkowo sztywno, a później z jakimś większym luzem.
Udało mi się na kompie obejrzeć wykresy Roberta z soboty. Mi to wygląda na LSS w okolicy 12-12,5 i wszystkie odchyły od tego traktowałbym jako błąd pomiaru.
ps2. Masz gdzieś nagrany ten menelski marsz?

Skoor

To polega na tym, że schodzisz sobie nisko na nogę wykroczną. Wcześniej jak ją wywalasz na lajcie do przodu, to w chwili ładowania noga oprócz głębokiego zgięcia w stawach, mocno rotuje i przywodzi kolano. Taki marsz robimy sobie na rozgrzewkę. Keniole w Iten tak sobie chodzą normalnie na co dzień. Lokalna społeczność żyje tam z ziemi. Można powiedzieć, że są farmerami. Poniższy film obrazuje namiastkę takiego spaceru farmera. U nas spacer farmera kojarzy się z zupełnie innym obrazem, dlatego bardziej pasuje tu spacer menela.

 

Korespondencja ze znajomym biegaczem:

Wtorek, 10 kwietnia

Niestety nie mogłem cię odwiedzić w czasie twojego spotkania z Robertem. Fajne te artykuły o sub9… Zazdroszczę trochę Robertowi, ale myślę, że bliższy jestem zdania Rudej ze swojego ostatniego komentarza.

Dzisiaj rano biegałem z kijem. Nie bardzo miałem pomysł do czego to służy ale myślę, że to szybko poczułem. Podchwyciłem sprężynowanie kija i starałem się to utrzymać. Do tego zauważyłem jak mocno się „chwieje” i starałem się to wyciszyć. Fajna rzecz, tylko że sąsiedzi się dziwili widząc mnie z tym badylem. Tak sobie przypomniałem jak raz robiłem te podskoki podtrzymując się nie krzesła tylko właśnie takiego sprężystego patyka. Po tym nie mogłem dwa dni na dupie siedzieć.

Adam Balachowski

Środa, 11 kwietnia

O ho…

wczoraj jeszcze raz wyszedłem pobiegać. I tym razem zacząłem z kijem i później kontynuowałem z rękami na biodrach starając się wyczuć albo minimalizować kiwanie miednicy. Nie mogłem namówić syna na nagrywanie ale obiecał mi to na weekend. Mam tutaj taką pętlę, jakieś 800 metrów wiejskiej, piaskowej, prawie crossowej ścieżki wokół pola rolnego. Mogłem w spokoju i ciszy skoncentrować się na sprężynie.

To co napisałeś trafiło dokładnie w 100% w moją osobę – taka to była moja droga. Z tego korzystają wszyscy przerzucając się z pięty na śródstopie i włączając kadencję 180 do swojego truchtu. Pojawia się wtedy taka namiastka króciutkiej, lokalnej sprężynki. Taka drgająca pipeczka. Z moich obserwacji po bieganiu z tym kijem wiem, że źle zinterpretowałem rozluźnienie, mam za bardzo rozchwianą górę – a może to było już wcześniej.
Po wyciszeniu tego chwiania wczoraj i nie zwiększając kadencji wydłużyłem bez problemów krok. Biegam bez gadżetów więc nie wiem o ile. Nawet taki krótki podbieg na tej pętli był praktycznie płaski w odczuciu, a jedynie co cierpiało była moja głowa. Bo z jednej strony radość, a z drugiej zawiedzenia i strach, że nie da się tego powtórzyć. Ale dzisiaj poranny trucht był dużo przyjemniejszy, a 2x100m z kijem znacznie spokojniejsze. Jedynie trochę zmęczone i bolące zewnętrzne mięśnie bioder. Tak czy inaczej, bardzo pozytywne jest prawie kompletny brak bólu w achillesie, coraz częściej palące czwórki i zmniejszające się zakwaszanie mięśni pośladków.

Teraz mam jeszcze trzy tygodnie do wyścigu, i już się na niego cieszę bo to będzie dla mnie taki test maksymalnego rozluźnienia przez ponad 31 km
Pozdrawiam

Adam Balachowski

Wrócę do filmu z Robertem, gdzie w 3 minucie nagrania biegnie z kijem. Długi na 2, 3 metry kij, a najlepiej poprzeczka do skoku wzwyż, ma na celu wyciszenie i zupełne zatrzymanie rotacji obręczy barkowej w płaszczyźnie poprzecznej. Kij ma poruszać się tylko góra-dół, równolegle do podłoża. Drugi cel to wywoływanie pogłębionych oscylacji pionowych. Im dłuższy, cieńszy kij, tym bardziej elastyczny. Kij kładziemy luźno na grzbiecie dłoni między kciukami i palcami wskazującymi (żadnych nachwytów, czy podchwytów). Wczuwamy się w oscylacje kija całym ciałem, a nie tylko przedramionami. W momencie maksymalnego zejścia w podporze, środek kija zatrzyma się razem z nami, ale jego końce bujną się dalej w dół, dając wyczuwalny impuls ciału. Nazywam to dobiciem jeszcze bardziej w dół. Z kolei na wyjściu w górę z podporu, środek kija ruszy się razem z nami w górę, ale jego końce pójdą jeszcze bardziej do góry. Ten impuls nazywam dobiciem w górę. W ten sposób można prowokować, podczas swojego biegu, powiększanie oscylacji pionowych. Kij jest jednym z narzędzi w moim warsztacie biomechanicznym.

Wtorek, 10 kwietnia

Yacool,
takie mam przemyślenia:
czasami mnie ponosi, że mamy mało czasu i trzeba już zacząć realizować jakiś konkretny trening, ale z drugiej strony… Bardzo cenię sobie to, co przeżyłem i to, co mówiłeś do mnie w Iten więc luz i koncentracja nad techniką. Nie chcę stracić tego czucia, co siedzi teraz we mnie i pociągnę te obrazy mentalne i czucie do opanowania ich nawet we śnie. Uwierz mi że czuję to o co w tym chodzi, będzie lepiej i coraz lepiej choć nie na 8 w twojej skali :). Muszę umysłem zmusić ciało do zmian.
Do 30.06.2018 sam rozpiszę sobie treningi zwłaszcza, że muszę trenować pod samopoczucie, a to będzie uzależnione od postępów w technice i zmęczeniu mięśni. Będę musiał na pewno korygować plany, okaże się wtedy ile poprawy wyszło z samego ruchu :).

Robert

 

Dużo się dzieje więc trzeba pozwolić temu przejść obok.
Jak mi ruda mówi, że czuje sprężynę to jej odpowiadam, że wiem, bo sam to widzę. A teraz nawet już nie muszę tego widzieć i wiem, że sprężyna jest. Bo ona sama jej doświadcza. Mam więc komfort pracy. U niej jest to już na etapie praktykowania. Czyli moja praca wykonuje się sama, he, he.
Co do twojej sprężyny, to ciągle się waham. To jest tak specyficzne połączenie dynamizmu z rozluźnieniem, że nie sposób tego pomylić z czymś innym. Musi być perfekcyjnie. Inaczej zawsze powiem, że coś mi „haczy”. Nie ma pośpiechu z treningiem. Na MP w Toruniu spokojnie się przygotujesz we własnym zakresie. Sugeruję pod 5k.
Z tymi przekrzywionymi plecami na stopklatce, to dzień wcześniej było nieco lepiej z przywiedzeniem więc i plecy się tak nie łamały. To jest kwestia lepszego podparcia (nabicia się na pal). Kłania się całe zagadnienie dynamicznej stabilizacji. To jest temat jeszcze do przeanalizowania.

Wczoraj to wyczułem na długim podbiegu, że muszę się lekko nabijać wybijając w górę i powiem Ci, że coraz bardziej mi się to podoba i ciało też się tym bawi. Ważne, że nie robię tego na siłę tylko się bawię więc ciało z czasem łyknie przynętę :).
Przywiedzenie kolan już się polepsza. Bardzo dobre ruchy mam na spacerze z psem,. Myślę, że spacery dużo pomogą w przywiedzeniu kolan, bo nie ma takich obciążeń na czwórki jak w truchcie 🙂 i zaczynam rzucać lekko biodrem do przodu przy wznoszeniu z wykrocznej. Zauważyłem u Ciebie jak chodzisz po domu, że masz taki lekki ruch biodrem nawet w wolnym przemieszczaniu się między meblami :). Codziennie mam w planach na rozgrzewkę przed truchtem swobodne wymachy rękoma i nogami jak w Iten.

Robert

Tylko nie popędzaj się i nie rób tych wymachów za dużo. Potem wpada znudzenie tym i zmęczenie. Co do przemieszczania się między meblami, to do kompletu zamiast antyperspirantu używam naftaliny. Czasem wchodzi też pronto.

Rozmawiałem ze znajomym biegaczem, Mateuszem Kamińskim (forumowy toxic lub po prostu Kamyk), z którym współpracuję chyba najdłużej. Powiedział, że powinniśmy na początku naszej współpracy jednak częściej się spotykać. On ma do mnie 8h drogi. Jemu zajęło ponad dwa lata dojście do takiego komfortu pracy, że już sobie rozmawiamy tylko przez telefon. Teraz analizowaliśmy na odległość twój bieg, ale  jakbyśmy siedzieli w jednym pokoju.
Samo przywiedzenie kolana i przez to nasilenie rozciągnięcia biodra nogi podporowej, dało Kamykowi wzrost prędkości na 200-metrowych przebieżkach z tempa 3:20 na 3:05, przy kadencji ledwie 165. Celem jest przesunięcie granicy korzystania tylko z elastyczności tkankowej do tempa poniżej 3:00. No ale on może sobie pozwolić już teraz na takie eksperymenty, ponieważ dobrze czuje swoje ciało i panuje nad ruchem.

 

FORUM DYSKUSYJNE

You may also like...

2 komentarze

  1. Robert napisał(a):

    Świetny materiał ! daje przede wszystkim obraz o bieganiu jako sztuce poruszania się, bez użycia zmysłów nie da się pokonać bariery między „nami” a „nimi” czyli białymi a czarnymi , jednak jest to możliwe !!! tak jak w przypadku niektórych owadów, które nie powinny latać z uwagi na swój ciężar, a latają 🙂

  2. Adam napisał(a):

    Skorzystam z okazji i ślę wielkie dzięki dla Jacka za swój czas, zaangażowanie i darmowe dzielenie się swoją wiedzą (otwarcie tego Bloga).

    Dobrze jest poczytać o podobnych spostrzeżeniach i podejściu do tego tematu, a i odmienne poglądy pomagają w samorefleksji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *