Rodzinny obiad

  • 15168799_10209480949093132_233199382149166824_o
  • 15195850_10209480952413215_3136511054959482813_o
  • 15195995_10209480966173559_7797176335725161694_o
  • 15195998_10209480951173184_8666068075075197992_o
  • 15235792_10209480970733673_3297236205845066480_o
  • 15250881_10209480964773524_2139779144894389172_o
  • 15252537_10209480968213610_8219559760202030570_o
  • 15271800_10209480973133733_4853038506914356256_o
  • 15272028_10209480950213160_8668047555468143310_o
  • 15288508_10209480961533443_1094009506152228715_o
  • 15289183_10209480954373264_3922351212304456304_o
  • IMG_20161127_122925
  • IMG_20161127_160856
  • IMG_20161127_161450
  • IMG_20161127_163016
  • IMG_20161127_163048
  • IMG_20161127_164408
  • IMG_20161127_164505
  • IMG_20161127_164619
  • IMG_20161127_184735
  • IMG_20161127_122622_BURST2

 

Dzień zaczął się od śniadania do łóżka. Chłopak z obsługi o 8 rano przyniósł nam do pokoju dwa tosty, dwa jajka ugotowane na twardo oraz termos z obrzydliwie słodką herbatą z mlekiem. O 11 byliśmy umówieni z Cornelem, że po nas przyjedzie do hotelu i zawiezie do swojego domu na rodzinny obiad. Potem mieliśmy w planach jechać już do Iten. Spakowaliśmy więc nasze plecaki i naiwnie licząc na kenijską punktualność o 11 czekaliśmy przed hotelem. Cornel spóźnił się ponad godzinę… jak się okazało nasz akademicki kwadrans to w Kenii prawie 2h… Dzieliło nas raptem 20 km, w tym czasie sami byśmy do niego dojechali. Ale jak powiedział Cornel lepiej późno niż wcale… W trakcie naszego czekania podjechał do nas chłopak na motorze, oferując podwiezienie. Widać nie miał nic innego do roboty, bo stał tak z nami i rozmawiał przez dobrą godzinę. O podobieństwach i różnicach między naszymi krajami, o związkach damsko męskich, edukacji itp. Poprosił yacoola, by następnym razem zabrał z sobą jakąś młodszą dziewczynę, która mogłaby być jego żoną. Miał 26 lat. Uświadomiłam mu, ku jego zdziwieniu, że z białą kobietą będzie miał same problemy, będzie musiał sprzątać w domu, robić zakupy, zajmować się dziećmi, pracować. Myślę, że skutecznie mu wybiłam ten pomysł z głowy… Ale stojąc tak i gadając wspomniał nagle, że kilkaset metrów dalej mieszka Pamela Jelimo, Mistrzyni Olimpijska z Pekinu na 800 m. Jak w końcu przyjechał Cornel poprosiliśmy, by nas tam zawiózł. Pojechaliśmy wszyscy razem. Pameli nie było, ale była dziewczyna, która pomaga jej zajmować się domem i 2 letnią córką. Zaprosiła nas do domu, byśmy zaczekali. Dom był duży, na podwórku suszyły się koce, w garażu stał traktor, a w tle leciały na cały regulator kolędy, jingle bells itp. Na ścianach salonu nie wisiały żadne medale, puchary. Na szafce dojrzałam przysłonięty innymi szpargałami dyplom z Pekinu.

Przyjechała Pamela. Dość nieufnie do nas podeszła. Yacool wspomniał, że jesteśmy dziennikarzami i to ją chyba usztywniło. Zaprosiła nas do domu, poczęstowała herbatą i powiedziała, że najpierw chce wiedzieć coś więcej o nas. Można było wyczuć, że to mocna i silna kobieta. W niczym nie podobna do stereotypu usługującej mężczyźnie Kenijskiej żony. Pogadaliśmy o jej karierze, treningach, planach. Oczywiście wypytywała nas o nasze prywatne życie, to wszystkich ich najbardziej interesuje i dziwi. Jak można żyć bez ślubu i nie planować większej gromadki dzieci. Jak już to wyjaśniliśmy, yacool zaczął z nią rozmawiać o treningu i innym podejściu do niego. Ona trenuje w Nairobi, tam ma stadion tartanowy, siłownię i inne udogodnienia. Chce wrócić do swojej wysokiej formy. Mówiła, że nadal czuje energię w ciele. Wymieniliśmy się mailami i telefonami. Może uda się nam jeszcze spotkać. Nie pozwoliła zrobić sobie zdjęcia. Powiedziała, że jest teraz gruba i nie chce się w takim stanie fotografować. Faktycznie była potężna i wysoka, myślę że ma około 176 cm wzrostu lub więcej.

Potem pojechaliśmy do domu Cornela. Jego żona i córka czekały na nas z obiadem. Byli też bracia i siostra Cornela, którzy przyjechali na spotkanie rodzinne. Spotykają się razem co roku, by omówić ważne rodzinne kwestie. W spotkaniu mogą uczestniczyć tylko dorośli, po 40-stce. Taka rodzinna starszyzna. Obiad był bardzo smaczny, był makaron z groszkiem i marchewką, ryż, ziemniaki, gulasz wołowy i sałatka z pomidorów i papryczki chili. Po obiedzie Cornel poszedł z rodziną obradować, a jego córka Stacey zaprowadziła nas na wizytę do jej 100 letniej babci Teresy. Towarzyszyła nam gromadka jej wnucząt, które biegały między nami i miały ubaw z yacoolowych sztuczek. Kilku dzieciakom yacool zrobił koordynacyjny trening. Jeden chłopak, najstarszy, biega na poziomie 15 min na 5000 m. Yacool miał satysfakcję, bo dzieciaki łapały w mig sprężynkę. Potem były sesje zdjęciowe z babcią i dzieciakami. Siedzieliśmy z nimi do wieczora świetnie się bawiąc. Ssaliśmy wyciętą maczetą trzcinę cukrową. Ja dostałam na prośbę czarną herbatę, ale z taką ilością cukru, że i tak nie dało się jej pić. Kiedy wsiadaliśmy do auta zadzwoniła Pamela pytając czy nadal jesteśmy w okolicy i czy chcemy się spotkać. Zgodziliśmy się, miała coś zaaranżować, jakąś kolację i dać znać. Wróciliśmy więc z plecakami do Kapsabet, wynajęliśmy pokój na kolejną noc i czekamy. Jest 20:30. No ale przecież tu nikt czasu nie liczy, a wspólną kolację możemy zjeść równie dobrze jutro…
P.s. kto by pomyślał, że Cornel należy także do plemienia Kalenji… Inna odsłona plemienia.

 

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.

HTML Snippets Powered By : XYZScripts.com