Trening techniczny w lesie

  • IMG_20181230_083822_HDR
  • IMG_20181230_090147_HDR
  • IMG_20181230_094251_HDR
  • IMG_20181230_095040_HDR
  • IMG_20181230_095054_HDR
  • IMG_20181230_104517_HDR
  • IMG_20181230_104808_HDR
  • IMG_20181230_194516
  • IMG_20181230_111826_HDR
  • IMG_20181230_115335_HDR
  • IMG_20181230_133830_HDR
  • IMG_20181230_135137_HDR

 

30.12

Wczorajsze piwo podziałało i znacznie lepiej mi się spało. Ale rano po przebudzeniu czułam lekki szum w głowie. Dawno nie piłam alkoholu.

Zebraliśmy się, wysmarowaliśmy kremem do opalania i poszliśmy wypożyczyć rowery. Na miejscu wypełniłam niezbędny druk i ruszyliśmy. Rowery były mocno zdezelowane, najbardziej bałam się czy hamulce będą działać. Na asfalcie było w miarę, ale na leśnych pagórkach znacznie gorzej. Do tego w moim nie działały przerzutki i mocno skrzypiał.

Podjechaliśmy pod dom Meshacka. Mieszka na drugim końcu wsi. Meshack miał dla nas niespodziankę. W dwóch bidonach zaparzył nam gorącej czarnej herbaty. Jest bardzo opiekuńczy. Wsiedliśmy na rowery i podjechaliśmy po Daniela, który mieszka paręset metrów dalej. Chłopaki były ciekawe jaki trening yacool im szykuje, ile zrobią kilometrów. Jacek szybko im wybił z głowy długie bieganie, na rzecz jakościowego treningu technicznego – z licznymi postojami i uruchamianiem mięśni pośladkowych do pracy.

Zjechaliśmy z głównej drogi, na kamienistą, szutrową – prowadzącą do lasu. Często się zatrzymywaliśmy. Chłopaki robiły te same ćwiczenia co uczestnicy naszych weekendowych warsztatów organizowanych w Polsce. Z pobliskich obejść wybiegały dzieciaki i krzycząc na jednym wydechu „Mzungu, how are you? Give me money!” przyglądały się temu co robimy. Potem biegły za rowerami.

Wczoraj wieczorem mocno padało i ścieżki w lesie były obłocone, a łąki podmokłe. Dotarliśmy do polany, na której kilka lat temu także robiliśmy trening z chłopakami. Bardzo lubię to miejsce. Otaczają je wysokie, baśniowe drzewa, u nas takich nie ma. Często, tak jak i dziś, skaczą po nich czarno-białe małpy. Las aż tętni życiem i odgłosami. Na polanę często przychodzi ktoś ze swoim stadkiem owiec, krową, czy osłem.

Dziś przyszedł chłopiec z psem, bardzo wychudzonym. Położył się na trawie obok nas, pies usiadł i nie zwracał na nas żadnej uwagi. Zapytałam go jak ma na imię jego pies. Wydawał się zdziwiony. Pies to pies, nie ma imienia. Nie przebywa z nimi w domu, nikt go nie głaszcze, nie przytula, ani się z nim nie bawi. To co znajdzie to zje, ewentualnie dostaje trochę ugali. Od razu pomyślałam o naszym Sudanie, jak zapewne okupuje teraz fotel i ładuje się do łóżka mojemu tacie, który się nim zajmuje.

Po kolejnej godzinie różnych ćwiczeń aktywizujących ruszyliśmy w drogę powrotną. Pożegnaliśmy się z chłopakami i pojechaliśmy oddać rowery. Wypożyczalnia była zamknięta, a my nie mieliśmy telefonu do właściciela. Na szczęście Alex miał. Uzgodnił, że mamy zabrać rowery do domu i oddać jutro. Dziś jest niedziela, większość ludzi idzie do kościoła i spędza ten czas z rodziną. Wracając, na straganie dokupiłam trochę warzyw. Udało mi się dostać paprykę, ostatnio chłopacy nie wiedzieli czego szukam i nie potrafili mi pomóc. Na paprykę tutaj mówi się „hoho”. W pobliskim sklepiku, prowadzonym przez miejscowego o imieniu Pius kupiłam paczkę spaghetti. Dziś postanowiłam zrobić obiad w domu.

Alex był na miejscu. Po naszym porannym wyjściu zabrał się za sprzątanie, pomył podłogi i ogólnie ogarnął. To należy do jego obowiązków, dbanie o porządek w guesthousie. Yacool, po wczorajszym obżarstwie, zrobił sobie dziś dzień głodówki. Ponieważ do dyspozycji mam tylko jeden palnik na butli z gazem, ugotowałam spaghetti i do tego zrobiłam sałatkę, z tego co miałam – pomidory, cukinia, papryka, cebula, awokado. Nie dodałam dziś ostrej papryczki, którą wczoraj zamiast pieprzu przyniósł mi Meshack, bo wykrzywiało buzie wszystkim. Alex chciał do tego jeszcze iść po chapati, ale przekonałam go, że makaron i chapati to już za dużo. Zjadł ze smakiem. Razem z yacoolem traktujemy go trochę jak syna, jest taki malutki i drobniutki, bardzo uczynny i pracowity.

Chłopacy zdali nam raport, że są bardzo zmęczeni i senni po wspólnym treningu. Dziś każdy spędził popołudnie u siebie. Jutro mają przyjść koło południa porobić jogę. Zainteresowali się tymi ćwiczeniami i chcą sobie je utrwalić. My przy okazji spotykania różnych znajomych zapraszamy ich na wspólny trening z Bartkiem, naszym joginem. Bartek też jest ciekawy na ile ich ciała są elastyczne. My po dzisiejszym treningu z chłopakami widzimy, że i ich dotyczą blokady w stawach biodrowych. Choć zapewne przyczyny ich ograniczeń są inne niż nasze, to tak samo jak my muszą nad tym pracować.

 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *