Załamanie pogody

  • IMG_20190104_121133
  • IMG_20190104_144858
  • IMG_20190104_183327
  • IMG_20190104_183505
  • IMG_20190104_184903
  • IMG_20190104_184652
  • IMG_20190104_195316

 

04.01

Dziś pogoda nie rozpieszczała. Z reguły wita nas widok niesamowicie błękitnego nieba i słońca. Gdy yacool odsunął rano zasłonki naszych średnio szczelnych okien, mruknął tylko, że przyszła polska jesień do Kenii. Faktycznie niebo było całe zachmurzone, szaro i ponuro jak u nas w listopadzie. Do tego świst wiatru nie zachęcał, by w ogóle wychodzić spod koca. Zrobiliśmy sobie więc dzień lenia. W Polsce nigdy sobie na to nie możemy pozwolić, bo nawet jak nam się nie chce, to psu się chce… Dziś nawet głód nas nie poganiał do wstania, bo późne kolacje długo trzymają nawet następnego dnia.

Zebraliśmy się dopiero przed 11, gdyż mieli przyjść Meshack z Danielem. W tym roku są punktualni jak nigdy. Meshack przyszedł do nas w zimowej, wełnianej czapce. Nie zdjął jej ani na moment. Gdy przyszli Jacek zrobił z nimi jogę i trochę torowania powięzi. Ja w tym czasie w ramach ćwiczeń zrobiłam pranie. Daniel śmiał się widząc mnie zgiętą w pół nad miską i nazwał „Kenyan washing machine”. Tak tu wygląda robienie prania. W reklamach proszków do prania w tv też pokazane są kobiety piorące recznie, a reklamy podkreślają nie tyle skuteczność proszku co jego łagodne działanie na skórę dłoni. Proszek może i jest łagodny, ale ja od tarcia brudnych od czerwonej ziemi i pyłu skarpet poździerałam sobie dziś skórę na kostkach palców…

Po treningu z chłopakami yacool zarządził, że dziś oni szykują lunch. Ja podyktowałam im listę zakupów, dałam siatkę i kasę. Obmyślili, że będzie ryż z marchewką, cabbage, awokado i surówką z pomidorów. Po kwadransie wrócili z pełną torbą zakupów. Meshack zaczął gotować ryż. Ja wzięłam się za resztę, bo okazało się, że nie za bardzo wiedzą jak przyrządzić warzywa. Te proste obiady są naprawdę bardzo smaczne. Zjadamy potrójne porcje.

Chłopaki wyszli od nas późnym popołudniem. Przestało padać i postanowiłam choć trochę się przejść. Alex poszedł ze mną, chciał kupić węgiel by rozpalić dżiko, który miał trochę ogrzać wnętrze domu. Na straganie u Beatrice (wcześniej myślałam, że to Pitris, bo tak wymawiają jej imię) kupił opał. Kobieta rozpaliła też i swój kociołek, na którym jakaś dziewczyna zaczynała opiekać kolbę kukurydzy.  Poszłam jeszcze do innego warzywniaka, bo Beatrice nie miała ananasów.

Gdy wróciłam, yacool z Alexem rozpalali dżiko. Yacool uczył młodego jak należy rozpalać od góry. Alex patrzył na niego trochę nieufnie, ale nie przeszkadzał. Gdy kociołek się wydymił, Alex wstawił go do środka. Po chwili zrobiło się znacznie cieplej. Jedyny problem, to dość duszący zapach, który mi po jakimś czasie już zaczął przeszkadzać. Alex skorzystał z ognia, odgrzał sobie na nim kolację i zagotował wodę na herbatę. Potem ładnie posprzątał salon, bo jak mówi lubi iść spać, gdy w domu jest czysto. Taki syn to skarb!

P.S. Mam nadzieję, że jutro przestanie padać. Umówiliśmy się z chłopakami na trening na boisku w centrum. Dzwonił też Niebieski Keniol. Potwierdził wspólny trening w niedzielę na Tambach. Pojedziemy razem z jego coachem i innymi chłopakami z jego grupy. Jutro zorganizujemy rower, który zabierzemy, by yacool mógł go dobrze ponagrywać.

 

You may also like...

1 Response

  1. Robert2 pisze:

    Super relacje! Ja to czekam az w koncu Ruda zarzadzi ze to dzisiaj yacool gotuje i pierze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *