Pierwsze treningi w Iten

 

13.01

Przed 10 przyszedł Meshack i Daniel. Wzięli naszą biegową ekipę na pierwszy wspólny trening. Zrobili ok 10 km. Yacool mówił żartem Meshackowi, że to silna ekipa i może pocisnąć. Meshack wziął sobie do serca i pierwsze 5km zrobili w tempie ok 4:20 i szybciej. W drodze powrotnej, gdy biegli pod górę i pod wiatr trochę zwolnili. Gdy wrócili stwierdzili, że bardzo dobrze im się biegło, choć wysokość daje się odczuć.

Zjedliśmy wspólnie śniadanie. Chłopacy z Iten dostali sporo ciuchów od naszej ekipy. Przybiegły też dzieciaki. Michał miał dla nich bransoletki odblaskowe na ręce i naklejki. Poszliśmy na spacer po okolicy. Zaszliśmy do knajpki, którą prowadzi Nancy na świeży sok. Po złożeniu zamówienia jedna z dziewczyn niespiesznie poszła do straganu obok po owoce na sok. Po kolejnym kwadransie naszego czekania owoce były już pokrojone w blenderze, ale wtedy okazało się, że maszyna nie działa.

Ruszyliśmy więc dalej. Szedł z nami też Alex. Poszliśmy skrótem, bocznymi ścieżkami w kierunku Kamariny. Słońce mocno grzało. Wdrapaliśmy się na górkę i weszliśmy na płytę dawnego stadionu. Janka roznosiła energia i chciał zrobić sobie rundę wokół. Jak przebiegł 400 m trochę się zziajał. Ale po chwili odpoczynku chciał powtórzyć bieg. Tym razem dołączyli do niego pozostali chłopacy. Antek leciał z gimbalem i nagrywał ich wyścig.

Za stadionem znajdują się wielkie głazy, z których roztacza się super widok na okolicę. Przedarliśmy się tam wąską, zarośniętą chwastami ścieżką. Widok jest naprawdę super. Chwilę posiedzieliśmy, popstrykaliśmy fotki i ruszyliśmy w kierunku hotelu Kipsanga. W Keellu spore poruszenie na widok tak dużej grupy łazungu. Wyszedł do nas specjalnie szef kuchni, objaśnił co można dziś zjeść i przyjął od nas zamówienie. Po kwadransie młody kelner zaczął nosić potrawy. Z restauracji wszyscy wyszli z pełnymi brzuchami. Nawet za bardzo się objedliśmy, bo o 15 mieli przyjść Kenijczycy na wspólną jogę  z Bartkiem.

Bartek zrobił z nami sesję na trawie. Monika i Ania tłumaczyły naszym kenijskim kompanom co i jak mają robić. W kuchni żona Daniela przygotowywała zamówioną przez nas kolację. Uwijała się, a do dyspozycji miała tylko jeden palnik kuchenki gazowej i węglowy piecyk dżiko. Alex jej pomagał oraz okoliczne dzieciaki. Janek dołączył do nich i wszystkie razem obierały managu w kuchni. Potem przez ponad 2h latały po dworze bawiąc się w berka i chowanego. Każde kenijskie dziecko chciało być jak najbliżej Janka, by móc dotykać jego białych rąk. Zanim siedliśmy do kolacji Bartek i yacool przejrzeli jeszcze Meshacka, Daniela i Lumbazięj pod kątem spięć w ciele. Wspólne dla wszystkich było napięcie w dole pleców, pospinane mięśnie czworogłowe, słaba ruchomość w stawach skokowych.

Gdy kolacja była już gotowa siedliśmy gromadnie do stołu. Jedzenia było tyle, że najadłoby się ze 30 osób. Było chapati, ryż, managu, sukuma i cabbage, pomidory i awokado. Na koniec chłopacy zaparzyli herbatę i pozmywali gary. Też byli zmęczeni całym dniem spędzonym z nami. Gdy wyszli, my długo jeszcze rozmawialiśmy. O bieganiu, o ruchu, o rozwoju, o napięciach. Szliśmy spać ok. 1 w nocy.

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *