Rozmowy o życiu

  • 11063919_10206460132974617_8462082025955163065_o
  • 11229387_10206460171695585_6371823625446057770_o
  • 12052622_10206460153655134_4697309101149995739_o
  • 12182643_10206460137174722_5770276979377533860_o
  • 12182911_10206460170055544_5715733048146705864_o
  • 12185047_10206460151095070_3704339869624969879_o
  • 12186352_10206460135894690_5206652104796938339_o
  • 12186419_10206460163055369_6709798105227203987_o
  • 12186743_10206460136694710_357696151578427806_o
  • 12188170_10206460167615483_7059016460479115244_o
  • 12194510_10206460151655084_2963127484838808484_o
  • 12194972_10206460164095395_8541280123512601907_o

 

Wtorek, 27 października

Nocna ulewa zgodnie z przypuszczeniami uniemożliwiła dziś chłopakom trening na stadionie Kamariny. Przy takiej pogodzie jego podłoże to czerwone błoto. Zamiast tego oni zrobili mocną zabawę biegową, a ja swoje easy run.

Ludzie, których spotykamy dzielą się na tych, którzy unikają kontaktu wzrokowego i powitania i takich, którzy sami zaczepiają i cieszą się mogąc z nami chwilę pogadać. Na porannym bieganiu spotkałam grupkę tych skłonnych do rozmowy. Opowiedzieli mi, że te nocne ulewy, to El Niño. Powiedzieli też, że są tu pogodowe skrajności, bo np. kilkadziesiąt kilometrów stąd, nad Jeziorem Baringo panują teraz prawdziwe upały. Wkrótce się przekonany, wybieramy się tam w niedzielę. Mówili także o plemionach zamieszkujących okolice Jeziora Turkana, których wspomagają organizując i dostarczając im jedzenie i ubrania. Tam deszcz pada raz na trzy lata.

Na dzisiejsze zajęcia z koordynacji umówiliśmy się w centrum Iten, na stadionie piłkarskim na 14:00. Wcześniej chcieliśmy się jeszcze przejść na point view, na którym byłam już sama przed kilkoma dniami. Zapytaliśmy siedzącego tam miejscowego czy faktycznie można stąd zobaczyć najwyższy szczyt Kenii, Mount Kenya. Potwierdził, że tak, ale bardzo wcześnie rano przed wschodem słońca, gdy niebo jest idealnie czyste, a powietrze chłodne. Wdrapaliśmy się na wielkie kamloty i podziwialiśmy widoki. Na skałach wygrzewały się w słońcu jaszczurki, które na nasz widok uciekały w szczeliny. W powietrzu goniły się cztery kruki, jeden z nich miał kawałek mięsa w dziobie. Wracając zaczepił nas mężczyzna, rozpoznał mnie, ja jego nie. Rozmawiał ze mną tu kilka dni wcześniej. Powiedział, że zna imię Agata, bo kiedyś czytał książki Agathy Christie. Wspomniał, że przyjdzie do naszego hotelu na transmisję maratonu w NY, w którym będzie startował Kipsang.

Przyszliśmy na stadion. Na jego skraju leżeli i odpoczywali ludzie. Kobiety i mężczyźni, schludnie ubrani. W taki sposób wykorzystują przerwę w pracy. Na odpoczynek. U nas wzięlibyśmy ich za meneli… Chłopacy mocno sobie dziś dowalili na porannym fartleku i z dotychczasowej ekipy nikt się nie zjawił. Przyszło za to trzech nowych. Jeden z nich, Daniel, kończy właśnie pisać e-booka o kenijskich biegaczach. Opowiedział nam o książce i umówiliśmy się na spotkanie, by o niej porozmawiać. Wymieniliśmy też zbieżne odczucia na temat butów do biegania. Co w nich szkodzi, a co pomaga. Kto wie, może jego książka zwiększy objętość o dodatkowy rozdział na ten temat. Zainteresował się tuningami butów yacoola. Daniel ma 37 lat. Jego życiówka w maratonie to 2:15, uzyskana na zawodach w Niemczech. Daniel mówił nam ciekawe rzeczy na temat plemion kenijskich, wieku biegaczy, który wcale nie musi się zgadzać z tym podawanym oficjalnie przez IAAF. Podobno Kipsang ma 41 lat, a nie 33… zapytamy go o to jak wróci z Ameryki. Rozmawialiśmy też o leżących na trawie Kenijczykach. Daniel dziwił się naszemu zdziwieniu i zapytał czy my Europejczycy musimy być zawsze „busy”. Mhm… Coś w tym jest…

W jednym z rozdziałów swojej książki Daniel porusza temat koordynacji. No to nadarzyła się świetna okazja, by sprawdzić co przez to rozumie.
Zrobiliśmy im skróconą wersję treningu, pokazując po kilka ćwiczeń w staniu, marszu i truchcie. Daniel wypadł najgorzej. Zero koordynacji i wyczucia rytmu. Sam stwierdził, że jest zaskoczony tym jaki jest sztywny.
Nie wiem czy nie wyrządzamy tym chłopakom krzywdy, uświadamiając im te braki… Znacie to uczucie, jak się dowiadujecie, że wcale nie robicie czegoś super, mimo że byliście przekonani, że tak właśnie jest? Daniel na ostatnim długim wybieganiu z ekipą Wilsona zrobił 35 km w tempie po około 3:2-3:25  na km. Podejrzewam, że nie myślał, że ma jakieś niedociągnięcia poza jeszcze mocniejszym treningiem. Teraz wie i pytanie co z tym zrobi. To nazywa się „świadoma niekompetencja”. Czas pokaże. W chwili, gdy kończyliśmy trening na stadion wkroczyło stado krów. Świetnie się sprawdzają w roli ekologicznych kosiarek do trawy.

Po treningu wstąpiliśmy na rynek po owoce. Obiecałam też jednej ze sprzedawczyń, u której kupowałam ostatnio mango, że przyniosę po drobiazgu jej dzieciom. One dostały drobiazgi, my kupiliśmy kolejne owoce. Są tu naprawdę tanie. Za ważące około pół kilograma mango płacimy 1,20 zł, za awokado 40 groszy. Wczoraj odkryłam też coś na wzór naszych pączków. Tyle, że są bardziej zbite, kwadratowe, bez nadzienia i mniej słodkie. Zdziwiona tym brakiem nadmiernej słodkości pytałam dziś o to sprzedawcę. Jak się okazuje 10 łyżeczek cukru do herbaty używają głównie sportowcy. Reszta jest bardziej racjonalna. W każdym razie od wczoraj pączusie stanowią nasz poobiedni deser. A że jeden kosztuje 20 groszy, to ich sobie nie szczędzimy.

Yacool spalił się wczoraj potwornie na słońcu. Dziś łaził w długich spodniach i bluzie. Wtapiał się w tłum Kenioli, którym tu wciąż zimno i którzy chodzą w swetrach i kurtkach. Wielu z nich nosi też wełniane czapki. Zwłaszcza rano.

Do hotelu wróciliśmy na motorku. Przestaje mnie już stresować jazda pod prąd… Obsługa hotelu zaczyna chyba do nas przywykać. W recepcji dziewczyny cieszą się, gdy codziennie przychodzę użyć ich komputera, by zgrać zdjęcia z aparatu. Zawsze stoją mi nad głową i chcą, bym im relacjonowała to co danego dnia robiliśmy. Nasze wyprane ciuchy wiszą na linkach pomiędzy ich hotelowymi obrusami. Uznali nas za swoich do tego stopnia, że przestali nam sprzątać w pokoju. Mamy niezły bałagan…

Yacool się spełnia jako ojciec założyciel. Do tej pory plemię Kalenjin tworzyło siedem rodzin. Od wizyty yacoola w Iten przybyła im ósma. Ryftowo Rytmowa Rodzina.

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.