Z wizytą w hotelu Lorny Kiplagat

  • 24129976_10212621349081169_2331385669871355271_n
  • 24131089_10212621348481154_6667231947101341269_n
  • 24131133_10212621348921165_8056656460061899271_n
  • 24232671_10212621349401177_6895170477798830285_n
  • 24232856_10212621348761161_2136739381576856095_n

 

Po porannym bieganiu i śniadaniu poszliśmy spotkać się z parą Polaków, która wczoraj zostawiła nam liścik w recepcji. Bożena i Bogdan są w Iten po raz trzeci. Przyjechali tu na miesiąc, by potrenować. To biegacze z wieloletnią praktyką, wieloma startami na wszystkich kontynentach. Bogdan jako młody chłopak zaczynał od biegów na orientację. Bożena wciągnęła się w bieganie po 40-stce. Obecnie biegają głównie maratony, zdarzają się im też starty w biegach ultra i górskich. Zatrzymali się w hotelu u Lorny Kiplagat. Skorzystaliśmy z okazji i na chwilę weszliśmy na teren ośrodka, by się rozejrzeć. Nie jest to łatwe, bo wejścia pilnuje strażnik, który nikogo poza gośćmi hotelowymi nie wpuszcza. Bogdanowi udało się go przekonać, by pozwolił nam wejść dosłownie na dwie minuty. Strażnik rozglądał się trochę niepewnie czy nie widzi tego czasem manager obiektu i czy nie dostanie potem nagany.
Obiekt Lorny podobał mi się ze względu na dużą ilość zieleni. Tego brakuje mi w hotelu Kipsanga. Na miejscu jest basen, bardzo duża i dobrze wyposażona siłownia. W cenie goście mają trzy posiłki i dwa „teatime” dziennie. Poza tym bezpłatnie i do woli mogą korzystać z siłowni, basenu, czy bieżni tartanowej. To dla Bogdana i Bożeny jest ważne, bo oboje startują także w triathlonie.
Hotel Lorny ładnie się prezentuje, ale mi brakowało tam tego swojskiego, lokalnego klimatu, który mamy w Keellu.
Długo rozmawialiśmy o bieganiu. Było wesoło. Potem poszliśmy dla porównania do nas na obiad. Zaprosiliśmy naszych gości do pokoju. Stwierdzili, że nasza łazienka jest większa, a i pokój lepiej wyposażony.  Być może dołączą do nas podczas wtorkowego wyjezdu na trening na stadionie w Tambach.

Rozstaliśmy się późnym popołudniem, a ja zdałam sobie sprawę, że nie kupiliśmy prezentu na jutrzejszy ślub Richarda. Pojechałam motorkiem do supermarketu. Polecono nam, by kupić worek cukru. Kupiłam 5 kg. W zwyczaju jest też kupowanie ryżu, dużej butli oleju czy plastikowych krzeseł. Te ostatnie trudno by nam było przewieźć… Kupiłam jeszcze komplet 6 szklanek z pokrywkami, by do napojów nie wpadały owady. Właściciel sklepu ładnie mi wszystko zapakował. Przy okazji porozmawiałam z nich trochę. Prowadzą z żoną sklep od niespełna 3 lat. W Kenii mieszkają od 35 lat. Potwierdził, że władze wprowadziły w sierpniu zakaz sprzedaży plastikowych toreb. Można kupić kolorowe torby z flizeliny. Bardzo mi się podobają. Zapakowałam zakupy w dwie takie torby i usadowiłam się na motorku. Jadąc do Keellu śmiałam się do mojego kierowcy, że teraz wyglądam jak kenijska kobieta obładowana tobołami. Swoją drogą w Polsce też chodzę z siatami…

Wieczorem wpadłam jeszcze na pogaduchy do hotelowego sales managera, Josepha. Opowiedział mi, że Kipsang planuje rozbudowę hotelu. Na tyłach ma powstać drugi budynek z salą konferencyjną na 200 osób. Na górze mają być pokoje do wynajęcia. Planują też zagospodarowanie ogrodu i budowę basenu. Obecnie Kipsang kończy dwie inne inwestycje na przedmieściach Eldoret. Jeden to obiekt hotelowy z salą konferencyjną, drugi to budynek z mieszkaniami dwupokojowymi na wynajem za 120 usd/ miesiąc. Ponoć ma już na nie chętnych. Rozmawialiśmy też o tym, co z naszej perspektywy gości, biegaczy byłoby potrzebne. Rozważają czy w tym drugim budynku, który ma powstać przy Keellu też wydzielić miejsce na bar. Kategorycznie zaoponowałam. Jedno disco wystarczy… A propos, muza już gra. Dziś jest „lady night”…

 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *