Przeprowadzka

  • 23795251_10212565867894174_4112180907670430884_n
  • 23795887_10212565868094179_1409009482481534696_n
  • 23843351_10212565867134155_4174470413448771968_n
  • 23844418_10212565866574141_2634250652121256547_n
  • 23844499_10212565867454163_226997850653697301_n
  • 23844709_10212565866694144_2739029974024243602_n
  • 23915653_10212565866254133_6958280303237578864_n
  • 23916000_10212565866094129_2718006057617476565_n
  • 24058684_10212565868454188_413044602678448899_n

 

Dziś dla odmiany było nam w nocy za gorąco. Chyba ziemia i budynek hotelu już się nagrzewa w ciągu dnia na tyle, by potem oddawać ciepło. Albo też nieużycie wczoraj mzungu kremu i lekko spieczone twarze po spacerze na Kamariny dawały się we znaki. Opornie mi się wstawało, gdy budzik zadzwonił o 7. Czułam zmęczenie w nogach. Mimo to się zmobilizowałam i poszłam pobiegać, zanim jeszcze słońce rozgrzało się na dobre. Ostatnio przybyło sporo nowych tablic informacyjnych na naszym skręcie do Keellu. Jedna z nich wskazuje na hotel Kilili Resort. Chciałam tam dziś dobiec i go sobie obejrzeć. Okazało się, że to obiekt, który widzieliśmy już w poprzednich latach. Prowadzi do niego mocno pagórkowata droga przez las, pełna ostrych kamieni. Hotel złożony z kilku budynków, w tym paru okrągłych chat, jest położony na zupełnym uboczu, na skraju Rowu. Są stamtąd przepiękne widoki. Niestety, gdy tam dobiegłam metalowa brama wjazdowa była zamknięta, udało mi się jedynie zajrzeć przez dziury w niej. Ale kojarzę to miejsce, bo kiedyś trafiłam na nie w ofercie w internecie. Na pewno jest to fajna miejscówka, gdy szuka się ciszy i relaksu. Gorzej stąd dotrzeć do centrum, sklepów czy restauracji. Miejsce oddalone jest o około 3,5 km od hotelu Kipsanga. Wracając zatrzymywałam się parę razy, by złapać tchu na podbiegach. Dojrzałam w gałęziach drzew kilka małp i te wielkie czarno białe ptaki, z olbrzymimi dziobami.

Po śniadaniu przyszli do nas Meshack i Daniel na kolejny trening ekscentryki. Dziś Meshack robił już więcej powtórzeń w serii, do tego yacool znalazł pod hotelem cegłę, która posłużyła chłopakom za ciężarek. Jak się spotkamy z Wilsonem, chcemy mu zasugerować, by zrobił w hotelu siłownię. Ponoć planuje rozbudowę, ma zagospodarować teren obok hotelu na ogród i basen.
Z nowości, mamy lustro w łazience. Czekaliśmy na nie dwa lata.

Na 13 byliśmy umówieni ze znajomym biegaczem z Polski. Marcin przyjechał tu na pół roku, a że powiększyła mu się rodzina, to przeprowadza się do większego mieszkania. Do tej pory mieszkał wraz z dziewczyną i córką w jednopokojowym lokalu. Teraz będą mieć dwa pokoje, kuchnię i łazienkę z grzałką na ciepłą wodę. Marcin poprosił chłopaków o pomoc w załadowaniu mebli na samochód. Spotkaliśmy u niego znajomego czeskiego biegacza, Davida. Rok temu poznaliśmy się tu w Iten. David startuje w czeskich biegach Runczech. W tym roku jest tu z jeszcze jednym kolegą, Jizim, obaj przygotowują się do majowego maratonu w Pradze. To będzie ich debiut na tym dystansie. Po tym starcie David chce jednak ponownie wrócić do swojego ulubionego dystansu, półmaratonu. Czech przyznał, że będąc tu rok temu źle trenował, za ciężko, zbyt ambitnie chciał biegać tak jak Kenijczycy. Teraz wie, że to było za dużo. Ma problem z achillesem, oby się na nasilił. Yacool powiedział mu, że wg niego sami Kenijczycy trenują za dużo, nie dając sobie szans na regenerację. Plan, który yacool rozpisał ostatnio Meshackowi zakłada inne rozłożenie akcentów i odpoczynku. Jednak yacool nie uwzględnił w tym planie przerwy świątecznej. Meshack zaczął analizować plan i spytał jedynie: yacool, no Christmas this year.. ?

Po rozpakowaniu sprzętów z ciężarówki wróciliśmy na pace pick upa na główną drogę. Kupiłam kilka awokado i pomarańczy i poszliśmy odpocząć do hotelu. Umówiliśmy się z Lili i Marcinem, że zajrzymy do nich innego dnia, jak już się urządzą. Dziś czeka nas piątkowe disco…

 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *